Archiwum wpisów w blogu w styczniu 2008
Walka z kompleksami
środa, 02 stycznia 2008
Myśląc o nowych wyzwaniach na rozpoczęty rok ciągle wraca do mnie problem kompleksów, które coraz częściej utrudniają życie wielu ludziom. Kompleksy te mają wiele przyczyn, ale wspólnym źródłem, a jednocześnie skutkiem jest niska samoocena. We współczesnych czasach istnieje coraz więcej powodów, aby te kompleksy generować czy powiększać. Cywilizacja konsumpcji sprawia, że człowiek ciągle musi być instant i stand by. Ciągle też odkrywa, że jeszcze czegoś nie wie, niema, albo już to coś jest przestarzałe, nieaktualne. I gubi się wtedy ważna prawda o niezwykłej godności i wartości samego człowieka.
W walce z kompleksami trzeba więc odkryć na nowo swoją wartość, wynikającą z ludzkiej godności, własnych możliwości i dotychczasowych osiągnięć. Kiedy więc po raz kolejny w sercu „zakłuje”, bo ktoś odkrył, albo poruszył tak skrzętnie skrywany kompleks, trzeba popatrzeć na siebie z innej perspektywy. Jest to perspektywa nowych szans i możliwości. Skoro otrzymuje od Boga kolejne dni i miesiące, to po to, aby je dobrze wykorzystać. To ma być czas odkrycia i ponownej fascynacji tym, co mogę uczynić, pokonać czy przezwyciężyć! Jakże bardzo potrzeba więc wiary w siebie, mimo iż tak wiele razy się nie udało. Rozpoczęty rok powinien stać się czasem podnoszenie własnej wartości i to właśnie w swoich oczach. Ktoś powiedział, że kompleksy są odbiciem naszego podejścia do życia. Może to i prawda, ale nie oznacza, że tak musi być zawsze! Trzeba więc zebrać siły do walki z własnymi kompleksami ponieważ są one możliwe do zlikwidowania. Warto o tym pomyśleć, gdy ktoś po raz kolejny nadepnie „na moją pietę achillesową”.
|---------------------------
Perspektywa nadziei
sobota, 05 stycznia 2008
Benedykt XVI w encyklice Spe Salvi napisał: Każde poważne i prawe działanie człowieka jest czynną nadzieją. Jest nią przede wszystkim w takim sensie, że w ten sposób usiłujemy wypełnić nasze małe i większe nadzieje: wywiązać się z takiego czy innego zadania, które ma znaczenie dla dalszej drogi naszego życia; przez własne zaangażowanie przyczynić się do tego, aby świat był bardziej promienny i ludzki, i aby tak otwierały się drzwi na przyszłość (n. 35). Współczesnemu człowiekowi potrzeba owej nadziei, bowiem ona jest źródłem i motywem działania, myślenia, dokonywania wyborów. Jest to zatem rzeczywistość ukryta gdzieś głęboko w każdym z nas. Jonathan Carroll, znany amerykański pisarz dowodził w jednej ze swych powieści, że „nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale ona jest dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje się nam ją schwytać i przytrzymać na tyle długo, by wygnała z nas piekło”.
Bez nadziei życie staje się rzeczywiście piekłem. Jest wtedy bez smaku, pełne czyhających zagrożeń, bez perspektyw. Nadzieja jest zatem, jak powietrze, bez którego nie da się żyć! W chwilach trudnych warto ją wydobywać z najgłębszych pokładów swojej osobowości. Czym jednak ta nadzieja ma być w konkrecie?
Anna Kamieńska napisała przed laty, że „samo czekanie jest nadzieją; czekam, a więc mam nadzieję”. Owo oczekiwanie, a więc stan braku zamknięcia się na jakieś pragnienie, okazję jest właśnie nadzieją. Kiedy ktoś czeka, jednocześnie wierzy, że oczekiwanie się skończy! Jakże warto nauczyć się czekania w cierpliwości i z wiarą, że owo czekanie nie pójdzie na marne.
Trudno nie zgodzić się też z Philem Bosmansem, który uważa, iż „budzić nadzieję w sobie i innych, oznacza: dodawać odwagi, dodawać życia”. Odwaga w stawianiu sobie i innym wymagań, odwaga w podejmowaniu trudnych decyzji, a także odwaga generująca umiejętność i chęć stawania w prawdzie niesie ze sobą nadzieję. Jest ona związana z wyznaczeniem sobie określonej perspektywy. Odwaga w patrzeniu w przyszłość budzi nadzieję, która pomaga przetrwać, bowiem wtedy widać konkretny cel ludzkiego wysiłku.
I jest jeszcze jeden ważny aspekt nadziei. Ks. Józef Tischner napisał, że „wychowują jedynie ci, którzy mają nadzieję”. Oddziaływanie na drugiego człowieka nie ma posmaku toksyczności, gdy jest pełne nadziei na zmianę, na możliwość zmiany. Wychowanie jest przecież w konsekwencji wydobywaniem z człowieka tego, co najlepsze, a to powinno budzić nadzieję na radość z twórczego, bogatszego człowieczeństwa.
|---------------------------
Wymiary cierpliwości
środa, 09 stycznia 2008
Joseph Ratzinger napisał kiedyś, że „cierpliwość jest codzienną formą miłości”. Trudno nie zgodzić się z tą prawdą, bowiem cierpliwość wymaga od człowieka pewnego rodzaju wyboru, który w konsekwencji jest emanacją miłości, tak bardzo potrzebnej w prozie życia.
Jakże więc ważna jest cierpliwość wobec drugiego człowieka, szczególnie tego uciążliwego, który uprzykrza życie (choć często tego nie chce). Jakże ważna jest cierpliwość do różnego rodzaju czynności, które człowiek wykonuje na co dzień. Są one wielokrotnie nudne, żmudne i nie dają satysfakcji. Jakże ważna jest także cierpliwość do siebie, gdy dotykają człowieka porażki, a inni wytykają błędy!
Zastanawiam się często nad tym, czy cierpliwości można się nauczyć? Czy bycie człowiekiem cierpliwym jest sprawnością, którą można nabyć? Wydaje mi się, że w cierpliwości trzeba się ćwiczyć, bowiem jest to stan człowieka, który trzeba doskonalić przez całe życie. Jak jednak owo doskonalenie ma wyglądać?
Święty Augustyn napisał, że „cierpliwość jest towarzyszem mądrości”. Stąd też warunkiem cierpliwości jest mądra ocena sytuacji, wobec której ma się być cierpliwym. Potrzeba jednak na to czasu i pewnej dozy refleksyjnego nastawienia. Nagłe i nieprzemyślane reakcje są przecież przeważnie związane z niecierpliwością. Fryderyk Schiller napisał o tym dosadnie: „czas przynosi radę, należy więc oczekiwać jej cierpliwie”.
Cierpliwość zakłada również dystans do siebie. Wszelka nadwrażliwość i koncentracja na sobie wcześniej czy później objawia się brakiem cierpliwości. Warto więc w momencie, gdy traci się cierpliwość pomyśleć, czy nie jest to czasem objaw egocentrycznego patrzenia i wartościowania.
Cierpliwość jest także związana z patrzeniem perspektywicznym. Może trzeba zadawać sobie pytanie: co mi to da, że stracę cierpliwość?; jakie będą konsekwencję tej niecierpliwości? Jest przecież takie polskie przysłowie: „cierpliwością i pracą ludzie się bogacą”.
I na koniec jeszcze jeden ważny aspekt cierpliwości. Jest nim ofiarność, a zatem umiejętność rezygnacji z czegoś dla kogoś. Owa rezygnacja leży u podstaw cierpliwości, która nie jest destrukcyjna, łamiąca człowieka.
Może więc warto kierować się zasadą: bądź cierpliwy, abyś miał prawo do cierpliwości innych do Ciebie!
|---------------------------
Niechęć
sobota, 12 stycznia 2008
Czasy, w których przyszło na żyć jawią się z jednej strony jako piękne i fascynujące, a z drugiej strony coraz bardziej niepokoją i napawają lękiem. Otóż w ostatnich miesiącach, a może latach, coraz częściej można zaobserwować w naszych środowiskach, w kontaktach międzyludzkich wiele niechęci. Niechęć jest jakąś formą nieakceptacji drugiej osoby, jest manifestacją negatywnych odczuć. Jest to oczywiście zaprzeczenie miłości obdarzającej, dzięki której drugi człowiek jawi się jako dar, a nie jako obciążenie.
Kiedy słyszę, że w domu, w zakładzie pracy, w biurze, w szkole, a nawet w przyjaźni jest coraz więcej niechęci przejawiającej się w uciążliwości wspólnego przebywania, zastanawiam się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Skąd się bierze tyle nienawiści, niemoralnych zachowań wobec innych? Dochodzę do wniosku, że istnieje przynajmniej kilka podstawowych przyczyn tego stanu.
Pierwszą podstawową przyczyną jest zagubienie w świecie wartości. Ów chaos sprawia, że prawie wszystko jest dozwolone, (a co najgorsze) zło zaczyna być nazywane dobrem pod byle jakim pretekstem. Nie ma więc barier przed obmową i oszczerstwem. Cel uświęca środki, bo (jak wielu mówi) jest to przecież powszechna praktyka. Współczesny człowiek coraz częściej stoi w rozkroku pomiędzy ideałem a smutną rzeczywistością kreowaną przez aktualną potrzebę człowieka. W ten sposób osłabia się naturalny, ludzki system obronny umożliwiający unikanie zła, a kierowanie się dobrem.
Drugą przyczyną takiej eskalacji niechęci jest bezradność wobec siebie. Jakże wielu z nas nie rodzi sobie ze swoimi emocjami, nie potrafi dokonywać wyborów, a nawet najmniejsza porażka staje się źródłem wewnętrznego rozdarcia i frustracji. Towarzyszące tym stanom rozdrażnienie musi znaleźć jakiś upust. Wielokrotnie jest nim przenoszenie własnych nastrojów na innych. Jest to wiec okazja do wyładowania tzw. agresji przemieszczonej, w której agresor szuka kozła ofiarnego.
Trzecim źródłem niechęci jest manipulacja, która staje się wszechobecnym sposobem oddziaływania na człowieka. Manipulacja obecna jest w mediach, w rozmowach rodzinnych, w układach w pracy. Zakłada ona uczestnictwo w pewnej grze, w której ukryte cele, ubezwłasnowolnienie i nieuświadomione przyzwolenie na określony bodziec, stają jej głównymi elementami. Manipulacja jest bowiem w wielu przypadkach kreowaniem aprobaty czegoś lub kogoś z jednoczesną niechęcią dla wartości przeciwnych do tych, preferowanych.
I tak sobie myślę, że wystarczyłoby choćby przez chwilę popatrzeć na drugiego człowieka przez pryzmat spotkania będącego darem i wyzwaniem.
|---------------------------
Dylematy tolerancji
środa, 16 stycznia 2008
Z tolerancją we współczesnym świecie związanych jest wiele problemów. Najpierw jest to kwestia zdefiniowania tej postawy, a później sposobów jej kształtowania. Dla wielu tolerancja stała się niemal synonimem nowoczesności i postępu cywilizacyjnego. Tolerancja utożsamiana jest z hasłem, za pomocą którego usiłuje się regulować wszelkie stosunki miedzy ludźmi.
W Słowniku Psychologicznym (red. W. Szewczuk) określa się ją jako „postawę lub zachowanie polegające na uznawaniu prawa innych ludzi do posiadania przekonań, postaw i zachowań różnych od naszych, a nawet sprzecznych lub też nisko przez nas ocenianych”. Jednak wokół tolerancji narosło wiele stereotypów i mitów. W obecnych czasach można nawet mówić o swoistym terroryzmie tolerancji. Trzeba więc spróbować określić czym owa tolerancja jest?
Z pewnością tolerancja nie jest obojętnością, która pozwala patrzeć ze spokojem na zło czy krzywdę, która dzieje się na naszych oczach. Być tolerancyjnym oznacza także negowanie i piętnowanie różnego rodzaju patologii. Można więc powiedzieć, że tolerancja nie oznacza bycia zawsze na tak.
Prawdziwa tolerancja musi być również przeniknięta miłością. Tylko takie podejście sprawia, że postawa tolerancji buduje, a nie burzy. Kochać oznacza także tolerować, ale w pewnych granicach. Owe granice wyznacza dobro danego człowieka czy grupy. Tolerancja, w której głównym celem jest bycie człowiekiem nowoczesnym może w konsekwencji oznaczać brak wrażliwości społecznej.
Niektórzy twierdzą, że tolerancja to dążenie do zrozumienia innych. Jest to więc forma współistnienia. Wydaje mi się, że każdy związek pomiędzy ludźmi oparty jest na wzajemnej tolerancji, która pozwala na „bycie innym”. Łatwiej wtedy poradzić sobie z rozczarowaniem, zawodem czy poczuciem zaniedbania, które może w nas generować drugi człowiek swoją postawą.
I trzeba także pamiętać, że tolerancja jawi się jako wartość, jednak tylko wtedy gdy jest ona przeniknięta prawdą, miłością, odpowiedzialnością, pracowitością czy sprawiedliwością. Dlatego też do tolerancji trzeba wychowywać poprzez kształtowanie innych wartości. Ten proces musi rozpocząć się już od najmłodszych lat, bowiem dojrzała postawa tolerancyjna wymaga czasu. Jest to proces, w którym dziecko, nastolatek i osoba dorosła uczą się rozróżniania tolerancji od pobłażliwości, odnajdywania granic nietoksycznej tolerancji, a także potrafią obronić się wobec terroru cynicznej tolerancji, w której najmniej liczy się człowiek.
|---------------------------
Ból zdrady
sobota, 19 stycznia 2008
Paulo Coelho napisał, że „zdrada to cios, którego nie oczekujesz”. I rzeczywiście uczucie zdrady jest jakimś nieoczekiwanym poczuciem oszukania. Zarówno te wielkie, jak i małe zdrady są obecne w naszym życiu, bowiem każdy człowiek jawi się jako tajemnica – z jednej strony fascynująca, a z drugiej pełna zagadek i nieprzewidywalności. Matka Teresa z Kalkuty napisała przed laty, że „największą chorobą naszych czasów nie jest trąd czy gruźlica, lecz raczej doświadczenie tego, że się jest nie chcianym, porzuconym, zdradzonym przez wszystkich. Największym złem jest brak miłości i miłosierdzia, okrutna obojętność wobec bliźniego”. Jak więc widać, nie jest to problem niszowy, który można zlekceważyć.
W tym kontekście powstaje pytanie, czy można jakoś przygotować się na zdradę, czy można osłabić ból wynikający z poczucia bycia zdradzonym? Wydaje mi się, że ból jest tak osobistym doświadczeniem ludzkim, że trudno będzie podać jakieś złote środki, aby go uśmierzyć. Można jednak sformułować pewne zasady, które sprawią, że zdrada stanie się mniej dokuczliwa i nie zaburzy dotychczasowych poglądów czy wyborów.
I tak, jakże ważną postawą w owym radzeniu sobie z poczuciem zdrady jest spojrzenie empatyczne. Próba zrozumienia okoliczności czy motywów jakiejkolwiek zdrady, uczy w pewnym sensie pokory w podejściu do całej, zaistniałej sytuacji. Od zrozumienia zaczyna się bowiem proces oswajania się z postawą przebaczenia.
Ból zdrady może być także uśmierzany poprzez możliwość podzielenia się z kimś własnym rozczarowaniem. Zwykła rozmowa z przyjacielem, w której żal, zawiedzenie czy wręcz niechęć stają się tematem wiodącym, pozwala w pewnym sensie zdystansować się do przeżytej zdrady. Ucieczka od ludzi jest w tym przypadku toksyczną próbą poradzenia sobie z negatywnymi odczuciami. Nie wyklucza to oczywiście przemyśleń w samotności, które jednak nie mogą przedłużać się w nieskończoność.
Warto też pamiętać o jeszcze jednej, ważnej postawie. Otóż w chwili największego rozgoryczenia związanego ze zdradą nie powinno podejmować się żadnych wiążących decyzji. Rozstrzygnięcia dokonywane w afekcie nie zawsze są racjonalne. Co więcej mogą być nieadekwatne do zaistniałej sytuacji, a w konsekwencji prowadzić do eskalacji problemu. Warto więc odczekać pewien okres czasu, aby posiąść dystans zarówno emocjonalny, jak i czasowy w stosunku do autora zdrady, która tak przecież boli.
|---------------------------
Autentyczny pocałunek
środa, 23 stycznia 2008
Patrząc na różnego rodzaju nieporozumienia pomiędzy ludźmi coraz częściej dochodzę do wniosku, że za mało doceniamy w życiu ( a także w wychowaniu ) komunikację niewerbalną. Za dużą wagę przywiązujemy do słów, a przecież gesty, mimika, postawa ciała mogą świetnie wyrażać nasze uczucia. Dlatego chciałbym się bliżej przyglądnąć przynajmniej niektórym gestom.
Kornel Makuszyński napisał kiedyś, że „uśmiech jest połową pocałunku”. I rzeczywiście pocałunek jest niewerbalnym ukazaniem radości ze spotkania. Pocałunek wyraża stan ducha dwojga kochających się ludzi, wypowiadających najpiękniejsze słowa ludzkiego języka: kocham Cię. Błędnie uważa się, że musi on mieć zawsze kontekst seksualny. W wielu przypadkach jest formą pozdrowienia, akceptacji, a także radości ze spotkania. Wydaje się także, że pocałunek jest wyjątkowym gestem, który niesie duży ładunek intymności.
Pocałunek jest ważnym elementem budowania zarówno adekwatnej samooceny jak i odpowiedniego szacunku dla osoby całowanej. Stąd też od najmłodszych lat istnieje ogromna potrzeba wychowania do odpowiedniego traktowania tego gestu. Pocałunek nie może być gestem pustym, nic nie znaczącym, odruchowo wykonywanym. Ma on w pewnym sensie wyrażać uczucie całującego. Coraz mniej na to zwracamy uwagę, bowiem o wartości pocałunku rozmawia się wtedy, gdy związany jest z namiętnością, grzechem czy niekonwencjonalnym zachowaniem. A przecież w ciągu dnia jesteśmy całowani i całujemy nie tak znowu rzadko. Może więc warto przypomnieć kilka reguł rządzących autentycznym pocałunkiem.
• Pocałunkowi powinna towarzyszyć szczerość uczuć zarówno tych wyrażanych, jak i tych głęboko ukrytych (nie powinien to być gest dwuznaczny).
• Pocałunek powinien nieść ze sobą wzajemne przyzwolenie: całującego i całowanego (nie można kogoś do tego gestu przymuszać).
• Z pocałunkiem związana jest pewna formą odpowiedzialności wynikającej z akceptacji symboliki zawartej w tym geście (szacunek, miłość itp.).
• Pocałunek zobowiązuje do jednoznacznego zachowania.
Niestety zdarza się, że pocałunek staje się manifestacją obłudy. Taką formę pocałunku ukazał w Biblii Judasz. Jest to jednak przestroga przed deptaniem jednego z najbardziej intymnych gestów. Może więc warto z większą świadomością całować po to, aby uniknąć bezmyślności i nadinterpretacji?!
|---------------------------
Pieszczota jako gest obecności
sobota, 26 stycznia 2008
Pieszczota jest kolejnym gestem, który wcale nie musi mieć podtekstu seksualnego. Jest to bowiem gest, który w pewnym sensie jest formą akceptacji dotyku drugiej osoby. Antoni Kępiński napisał przed laty, że „troska i pieszczota pojawiają się dopiero u wyższych gatunków zwierząt”. Pieszczota może mieć wiele wymiarów, bowiem jest tak bardzo ludzka.
I tak może być pieszczota spojrzeń, w których widać tak wiele poczucia zaufania, zawierzenia, a także radości z obecności. Pieszczotliwe spojrzenie to w pewnym sensie niewidoczna nić, która przynosi tak wiele radości.
Może być także pieszczota dotyku, który staje się formą zażyłości i pełnego ufności oddania. Ileż radości tego typu pieszczota przynosi dziecku, które pieszczone jest przez rodziców. Tego typu dotyk potrzeby jest każdemu z nas, bowiem pozwala odczuć ciepło i otwartość drugiego człowieka.
Istnieje także pieszczota słów, które poza werbalnym aspektem niosą ze sobą ładunek emocjonalny, pełny miłości i pozasłownych, trudno wyrażalnych komunikatów. Słowa wypowiedziane w odpowiednim kontekście, okolicznościach, a także z dobraną intonacją mogą być pieszczotliwym wyrazem skrywanych uczuć.
Nie można też zapominać o bardzo szczególnej formie pieszczoty. Jest to pieszczota poprzez niespodzianki. Sprawianie komuś radości poprzez mniej czy bardziej zaskakujące gesty, postawy czy prezenty ma także swoje ważne znaczenie. Miłe zaskoczenie może stać się bardzo potrzebną formą dopieszczenia. Zaskakujący sms (dowodzący pamięci), pełny ciepła telefon czy drobny prezencik jest niewątpliwie „pośrednim dotykiem”, a więc i pieszczotą.
Niewątpliwie pieszczota niesie ze sobą wiele przyjemności i odprężenia. Tak bardzo nam potrzeba tego typu emocji. Warto więc zwrócić większą uwagę na te okazje, w których możemy dopieścić swoich najbliższych. Oczywiście trzeba pamiętać, że każda przesada jest niewskazana, ale z drugiej strony nie można zapominać o pieszczocie jako szczególnej formie komunikacji.
T. Lasconi (autor książki „Tajemnicza mowa ciała”) napisał: „ręka jest niezwykle "muzykalnym" narzędziem pieszczoty, to jeden z najpiękniejszych gestów więzi, lecz również broń najcięższej obrazy – policzka”. Ileż zatem potrzeba subtelności. Warto o tym pamiętać!
|---------------------------
Głaskanie, pełne znaczeń
środa, 30 stycznia 2008
Na początek warto zwrócić uwagę na to, że głaskanie stanowi ważny element czynności o charakterze wzmocnień. I tak, głaskanie dziecka wspomaga zdolność dobrego trawienia, daje poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim uruchamia rożnego rodzaju mechanizmy psychofizyczne, które wspomagają rozwój. Jest to więc gest, który niesie ogromny ładunek pozytywnych emocji. Nie można też zapominać, że również dorosły człowiek potrzebuje tego typu niewerbalnych sygnałów komunikacji interpersonalnych. Nie można więc nie pochylić się nad istotą, tak bardzo ważnego gestu.
Głaskanie jest przede wszystkim formą okazania bliskości. Tego typu dotyk niesie ogromny ładunek poczucia zażyłości. Głaskający w ten sposób pragnie zakomunikować osobie głaskanej, że jest osobą akceptowaną, bardzo ważną, po prostu kochaną. Takiego gestu potrzebują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, bowiem wszyscy pragną czuć się kimś ukochanym.
Głaskanie jest także specyficznym, intymnym dialogiem ciał. Jest to forma rozmowy dwojga ludzi, w której wzajemność odgrywa istotną rolę. Głaskany przyzwala na ów gest, a głaskający wyraża swoje uczucia. Jakże piękny to gest, kiedy okazywany jest dziecku przez rodzica. Ileż niesie on pokoju i pozytywnych odczuć! Taki dialog ma charakter uspokajający, a niejednokrotnie wręcz terapeutyczny.
Głaskanie jest również sposobem wyrażania postawy trwania i wierności. Głaszcząc kogoś człowiek mówi niejako: jestem z Tobą; jestem przy Tobie; jestem dla Ciebie; czuj się osobą bezpieczną. Ten gest, jeśli nie ma być obłudnym, musi wyrażać głębokie przywiązanie. W innym przypadku będzie pustym, hedonistycznym gestem, który nie wyraża tego, co powinien.
I wreszcie głaskanie niesie ze sobą element przyjemnościowy. Głaskany ma pozytywne odczucia, a w dodatku pobudza różnego rodzaju mechanizmy psychosomatyczne wpływające na ogólne samopoczucie. Stąd też głaskanie jest często używane w masażach.
Horacy napisał przed wiekami, że „ręka nawykła do głaskania łatwo zaciska się w pięść”. Stąd też trzeba dbać o jednoznaczność własnych gestów. Potrzeba troski, aby głaskając kogoś dziś, jutro go nie ranić. Można więc powiedzieć, że gest głaskania zobowiązuje. Głaskanie jest bowiem formą pewnego wyznania będącego jednocześnie zobowiązaniem. Ten, kto pozwala się głaskać liczy na to, że gest będzie miał swoją kontynuację w życiu codziennym, w konkretnych wyborach afirmujących osobą głaskaną; nie stanie się pustym, nic nie znaczącym komunikatem.
