Archiwum wpisów w blogu w październiku 2007
Początek
niedziela, 07 października 2007
I tak rozpoczynam nieśmiało ten autorski blog, który jest raczej próbą refleksji nad współczesną kondycją człowieka niż odsłanianiem prywatnych chwil autora. Dlatego też pewnie niecodziennie, ale regularnie będę chciał podzielić się swoimi przemyśleniami wynikającymi z różnych zaistniałych sytuacji. Mam nadzieję, że Ci, którzy przypadkowo, czy też nie, trafią na tą stronę podzielą się ze mną własną refleksją. W najbliższych dniach odbędzie się w Bieszczadach konferencja organizowana przez Uniwersytet Rzeszowski na temat mediów w edukacji. Spróbuję we wtorek, po powrocie coś więcej na ten temat napisać. A póki co, zyczę wszystkim udanego tygodnia.
|---------------------------
9 października 2007
wtorek, 09 października 2007
Właśnie wróciłem z konferencji w Bieszczadach, o mediach w edukacji. Trzeba przyznać, że było to ciekawe sympozjum. W konferencji uczestniczyło wielu naukowców zajmujących się mediami. Szczególnie interesujący był wykład prof. Pawła Januszewicza, który mówił o mediach w kontekście zdrowia publicznego. Okazuje się, że media powoli zmieniają niekorzystne trendy obecne w obszarze zdrowia publicznego. Jednak tylko 3% populacji krajów wysokorozwiniętych spełnia 4 podstawowe zasady zdrowego życia (właściwe odżywianie, niepalenie tytoniu, regularne ćwiczenia fizyczne i utrzymywanie właściwej masy ciała). Co ciekawe, sytuację utrudniają współczesne trendy, takie jak upolitycznienie medycyny, "industrializacja" zdrowia, a także medykalizacja życia codziennego.
W moim wystąpieniu próbowałem ukazać cechy charakterystyczne dla tzw. „smogu medialnego”. Składa się na niego kilka elementów. Są to przytłaczająca ilość form przekazu, ich globalny rozmiar, wszechpotężna manipulacja, a także mediatyzacja aktywności człowieka. Ponadto elementem tego zjawiska jest jego pozorna niewidoczność. W wyniku dokonanej diagnozy, w dalszej części dywagacji poczyniłem konkluzję, iż konkretne skutki owego smogu to współczesność widziana przez pryzmat „sezonowości” wiedzy i prawd naukowych oraz współczesność oceniana w kontekście zmiennych wartości, a także poprzez czas, w którym dominuje pośpiech i „tymczasowość”. Ma to oczywiście ogromny wpływ na kondycję środowisk wychowawczych. Wskazałem na toksyczność mediatyzacji rodziny, szkoły, środowiska rówieśniczego, a także Kościoła. Ukazałem różnego rodzaju wymiary ich dekonstrukcji po to, aby w ostatniej części omówić działania detoksykacyjne dotyczące owego „smogu medialnego”. Próbowałem więc wskazać konkretne sposoby budowania systemu immunologicznego, stanowiącego antidotum na toksyczne oddziaływania współczesnych mediów.
Wydaje mi się, że musi wcześniej czy później powstać w szkole przedmiot: edukacja medialna, bowiem bezbronność współczesnego człowieka wobec mediów jest niepokojąca.
Pozdrawiam wszystkich i życzę choćby jednego wieczoru w tym tygodniu, który będzie wolny od mediów. Tylko wtedy można zaznać smaku twórczego, pełnego odkryć życia.
|---------------------------
Czwartek, 11 października
czwartek, 11 października 2007
Żyjemy w czasach, w których coraz częściej ludzie zadają pytanie o sens ludzkiego życia, o cierpienie, o przemijanie. Drogi „Gościu”, który pytasz o sposób postępowania z dzieckiem mającym problem z trudnościami życiowymi. Warto dziecku wpajać zasadę „możności”. Jakże ważne jest, aby dziecko wzrastało w poczuciu możliwości bycia twórczym. Świadomość, że wiele zależy ode mnie, jest ważnym postulatem wychowawczym. Dziecko wierzące, że może więcej niż mu się wydaje, wchodzi na drogę wiary w możliwość przemieniania otaczającego świata. Dlatego też i dorosły powinien odkrywać w sobie dziecko. Świat dziecka jest przecież wielokrotnie prostszy, kolorowy, pozbawiony stereotypów.
Dzisiaj w czasie prelekcji do pewnej grupy ludzi usłyszałem o problemie kryzysu wieku średniego. Pytano mnie o radzenie sobie z frustracją, lękiem czy rozczarowaniem. Może właśnie odkrycie w sobie „czegoś z dziecka” sprawi, że świat stanie się mnie skomplikowany. Skoncentrujemy się wtedy nie tyle na problemie, co na jego rozwiązaniu. Może więc warto kreować w sobie pozytywne myślenie i umiejętność przezwyciężania własnych lęków i często generowanych przez siebie ograniczeń.
Życzę wszystkim udanego weekendu, który będzie przeniknięty dziecięcą radością z tych chwil, które staną się naszym udziałem. Do niedzieli!!!
|---------------------------
Zamyślenie
niedziela, 14 października 2007
Po przeczytaniu wpisu od „Po co”, pomyślałem, że tolerancja, a zatem pozwolenie drugiemu zaistnieć ze swoimi poglądami jest bardzo ważna. Szanuje owo patrzenie w przyszłość i pochylam się z podziwem na Kogoś, kto uważa siebie za dobrego. To bardzo ważne, aby mieć odpowiednią samoocenę. Jednak w moim świecie, w którym żyję, nie wystarcza tylko wysoka samoocena i świadomość, że można coś zbudować od początku, nie oglądając się do tyłu. W świecie wartości ważnych dla mnie jest miejsce na przestrzeń, która jest we mnie, jak i poza mną. Tą przestrzenią jest Bóg. Oczywiście można żyć bez wiary i dobrze funkcjonować, lecz jest w człowieku taki obszar, który będzie ciągle domagał się zagospodarowania. Jest nim duchowość, której nie można wypełnić tylko sobą. Wczoraj na wykładach i ćwiczeniach z pedagogicznych wymiarów radzenia sobie ze stresem rozgorzała dyskusja na temat możliwości rozwiązywania ludzkich dylematów i konfliktów wartości. Konkluzja była jedna: istnieje potrzeba odwoływania się w takich przypadkach nie tylko do swojego doświadczenia. Potrzebny jest świat wartości, za którym stoi Ktoś. Ten Ktoś daje poczucie bezpieczeństwa i sensu. Można przed tym uciekać, ale czy warto? Pisząc te słowa w niedzielę myślę o naszych, ciągle nierozwiązanych problemach i dylematach. Każdy ma przecież swoje kłopoty, lecz kiedy może powiedzieć: „kocham i wiem, że jestem kochany”, powstaje zupełnie inna perspektywa. Jest to perspektywa spotkania. A wtedy nie ma miejsca na samotność. Życzę wszystkim w najbliższych dniach takiego właśnie spotkania.
|---------------------------
Refleksja
czwartek, 18 października 2007
W ten deszczowy, ponury dzień przychodzą zawsze refleksje dotyczące sensu życia, przemijania, a także problemów, jakie nas dotykają. W ostatnich dniach docierają do mnie różnego rodzaju informacje ukazujące coraz większą agresję towarzyszącą ludziom w pracy, domu, a nawet w czasie nabożeństw w kościele. Zastanawiam się nad tym, skąd w nas tyle zaciekłości, nadwrażliwości, a jednocześnie nieporadności? Myślę, że wielu zagubiło w swoim życiu ważną przestrzeń aktywności, jaką jest refleksyjność będąca zarazem pochyleniem się nad tajemnicą człowieka. Coraz więcej naszych reakcji staje się bezrefleksyjna. Nie ma czasu, aby przystanąć na chwilę i bez histerii pomyśleć o sobie, o drugim… Refleksyjność to przecież tendencja do odpowiedniego namyślania się i w konsekwencji popełniania mniej błędów. Refleksyjność oznacza silną skłonność do kontroli. Ponadto refleksyjność to preferowanie wzmocnień maksymalnie dużych. A więc refleksyjność i wgląd w siebie powoduje stałe poszukiwanie przeżyć duchowych. Niestety rzadko możemy sobie pozwolić na zrealizowanie takich pragnień. Stąd trzeba szukać chwil i okazji do zamyślenia, które odsłaniają nowe obszary życia, a jednocześnie nadają „nowy smak” i jakość własnej egzystencji. Wydaje mi się, że trzeba zadbać o ciszę w swoim życiu codziennym. Musi to być cisza twórcza, budująca, a nie generująca niepokój czy samotność.
Psychika ludzka potrzebuje wyciszenia zmysłów i prospektywnego popatrzenia na siebie i otaczający świat. W ten sposób człowiek odpoczywa i nabiera sił do radzenia sobie ze stresem, agresją i ową nieporadnością w rozwiązywaniu różnego rodzaju problemów. Zatem trzeba zadbać o swoją intymność, o bycie ze sobą u siebie. Wyścig z czasem, hałas pochodzący z wielu źródeł i tymczasowość osłabia człowieka. W konsekwencji coraz mniej rozumiemy siebie i innych, coraz więcej rzeczy przytłacza, rani…
Chyba warto szukać takiego obszaru w swoim życiu, w którym cisza wyzwala, uzdrawia, nadaje nowy sens i wartość podejmowanym działaniom. Oby najbliższe dni były okazją do zatrzymania się i wyciszenia….
|---------------------------
Wybory
niedziela, 21 października 2007
Dokonywanie wyborów życiowych nie jest łatwą rzeczą. W każdym z nas istnieją pokłady wnętrza, których do końca nie rozumiemy. To często one sprawiają, że taka lub inna decyzja jest odkładana i w konsekwencji zwlekanie z dokonaniem konkretnego wyboru niesie za sobą poważne skutki.
Wydaje mi się, że wybór jest osobistym zmierzeniem się z możliwością, z jakąś formą alternatywy. Wybór zakłada z jednej strony jakąś wiedzę, a może lepiej powiedzieć mądrość. Jest ona powiększana nie tylko poprzez studiowanie (np. mądrych książek), ale również poprzez doświadczenie życiowe. Opowiadała mi kiedyś prosta kobieta z wykształceniem podstawowym, że swoje dzieci wychowuje według zasady: patrz, czy teraz i w przyszłości twoje postępowanie przyczyni się do dobra własnego i innych. Ta zasada ożywiona miłością jest świetną ilustracją mądrości życiowej, która pozwala dokonywać właściwych wyborów.
Wydaje mi się także, że aby trafnie wybierać trzeba pielęgnować odwagę. Wielokrotnie konkretne decyzje wymagają ofiary, a nawet cierpienia. Ponadto trzeba wykrzesać odwagę, która pozwoli pokonać w sobie ( a także w innych) lęki przed wyborem. Phil Bosmans pisał kiedyś: „Życzę ci odwagi, jaką ma słońce, które codziennie od nowa wschodzi nad wszelką nędzą świata. Niektórzy po zapadnięciu zmroku już nie potrafią uwierzyć w słońce. Brakuje im tej odrobiny cierpliwości, aby doczekać nadchodzącego poranka. Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę. Tam czeka na ciebie słońce. Ono nie omija nikogo. Ciebie też nie ominie, Jeśli nie schowasz się w cień. Z każdym dobrym człowiekiem, który zamieszkuje ziemię, wschodzi jakieś słońce”. Może warto właśnie odważnie przypatrzeć się tym właśnie życzeniom.
I jest jeszcze w moim mniemaniu jedna ważna kwestia w podejmowaniu decyzji. Jest nią wolność. Człowiek zniewolony układami, stereotypami, a także swoimi zranieniami dokonuje często wyborów „połowicznych”, nieadekwatnych czy wręcz błędnych. Moja decyzja – moja odpowiedzialność – moja perspektywa po wyborze, nie jest egocentryzmem, lecz świadomością bycia sobą i bycia u siebie. Wolny, odważny i mądry wybór to forma realizacji siebie. Staję się wtedy bardziej człowiekiem.
Warto więc pochylić się nad własnymi wyborami i je „przesiać” przez owe trzy sita. Może wtedy będziemy mieć więcej zaufania do siebie i innych. W czasach, w których tak wiele jest chaosu trafny wybór jest cennym towarem. Fiodor Dostojewski napisał, że „jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą”. Trafny wybór to właśnie takie zwycięstwo. Życzę trafnych wyborów w rozpoczętym tygodniu.
|---------------------------
Bieda
środa, 24 października 2007
Po sympozjum, które odbyło się w Sosnowcu (23.10.2007) na temat rodzin zastępczych, wielu uczestniczących w nich gości ogarnął smutek. Okazuje się bowiem, że wzrasta ilość rodzin, a także dzieci potrzebujących pomocy. Jedna z matek zastępczych opowiadała o dziecku, która mając pięć lat nie potrafi się przytulać, wręcz rzuca się, aby go przygarnąć. Ponadto nie potrafi się szczerze śmiać. Są także dzieci, które na słowo czy widok matki lub ojca reagują lękowo, agresywnie, a nawet wulgarnie. Ostatnie statystyki mówią, że w Polsce około 20 tysięcy dzieci przebywa w domach dziecka. Drugie tyle można do nich zakwalifikować, a kolejne dzieci (jest ich bardzo dużo) przeżywają swoje małe (a właściwie duże) dramaty. Nasuwa się więc pytanie skąd tyle nieumiejętności, niechęci, zawiści i egoizmu u rodziców?
Tematem wspomnianego sympozjum był problem: „Zrozumieć dziecko – dylematy opieki”. Myślę sobie, że w każdym dorosłym jest trochę dziecka. Zatem zrozumieć dziecko, to najpierw zrozumieć siebie. Bez tego pochylenia się nad sobą, swoją jakością życia nie będzie zrozumienia dziecka. Co to jednak oznacza?
Najpierw jest to umiejętność nazywania i rozpoznawania swoich emocji. Jest przecież różnica pomiędzy przygnębieniem a chwilowym smutkiem; czy euforią a utrzymująca się radością z życia. Rozpoznawanie własnych emocji umożliwia adekwatne decyzje, a także rozumienie innych. Chodzi więc o większe poznanie siebie, swoich reakcji, a także ograniczeń, ale z drugiej strony także możliwości.
Zrozumieć siebie to także zgodzić się na swoje ograniczenia. Taka samoakceptacja pomaga walczyć z zazdrością i niszczącym porównywaniem się z innymi. Akceptacja siebie umożliwia bardziej empatyczne podejście do błędów innych. Jest to więc postawa wyrozumiałości, ale nie pobłażliwości.
Zrozumieć siebie, to także według własnych możliwości, zaspokajanie swoich potrzeb w celu realizacji siebie. Rozpoznanie tych potrzeb jest szczególnie ważnym elementem rozwoju człowieka. W ten sposób ma się przed sobą konkretną perspektywę. Zauważanie swoich potrzeb powinno jednak prowadzić do odkrywania potrzeb innych, w imię walki z własnym egoizmem.
Podobnie jest ze zrozumieniem dziecka, w którym trzeba rozpoznawać emocje, umożliwiać mu samoakceptację, a jednocześnie odkrywać potrzeby niezbędne do prawidłowego rozwoju. Nie jest to oczywiście łatwe. Ale czyż nagrodą dla rodzica nie jest uśmiechnięta buzia dziecka, a w oczach wyznanie: kocham cię mamo, kocham cię tato! Prawdziwa radość płynie ze świadomości, że się jest kochanym i kogoś się kocha!!!!
|---------------------------
Zdrowie duchowe
sobota, 27 października 2007
Jedną z najważniejszych wartości w życiu człowieka jest zdrowie, które często docenia się dopiero wtedy, gdy ono szwankuje. Kongres Psychosomatyki, który odbył się w Krakowie pokazał całe spektrum problemów związanych ze zdrowiem. Analizując te mądre, kongresowe referaty myślę sobie, że trzeba się pochylić przede wszystkim nad człowiekiem. Zdrowie należy rozpatrywać w perspektywie życia ludzkiego. Zarówno choroba jak i zdrowie ma swoją twarz, ludzką twarz, o której nie można zapomnieć. W tej twarzy można wyczytać zarówno radość, jak i lęk. Jak mówił ks. J. Tischner, ludzkie życie jest dramatem, w którym człowiek w pewnym sensie trwa w napięciu. Można więc powiedzieć, że życie ludzkie jest ciągłym balansowaniem pomiędzy zdrowiem a chorobą.
Wydaje mi się, że warto przez chwilę pochylić się nad specyficznym rodzajem zdrowia, jakim jest zdrowie duchowe. Często mówimy o zdrowiu fizycznym, psychicznym, a zapominamy o tych najgłębszych pokładach ludzkiego ja. Być zdrowym duchowo, to przede wszystkim głęboka świadomość Sacrum, która przenika człowieka i nadaje sens życia w odniesieniu do Boga. Można więc powiedzieć, że rozwijać i dbać o zdrowie duchowe, to dbać o bycie sobą dla siebie, tak by uszanowana była godność człowieka i niezagubiony sens jego życia. Zdrowie fizyczne i psychiczne jawi się wtedy jako dar Boży, o który jednocześnie trzeba dbać. Jestem przekonany, że każdy powinien i może odkryć w sobie tę przestrzeń, w której ma szansę odnaleźć Kogoś, kto wypełnia wszystkie te obszary, w których wydaje się, że nie ma już nic. Bowiem zdrowie duchowe daje poczucie przebywania z Kimś. Trzeba więc o ten wymiar zdrowia dbać. Z pomocą idzie nam nowa gałąź pedagogiki, jaką silentiogogika. Pedagogika ciszy (bo o nią chodzi) to wychowanie i autowychowanie w oparciu o ciszę, która rozwija, która pozwala na refleksję, a w konsekwencji umożliwia wsłuchanie się w głos sumienia. Ciszy nie można się bać, choć nieraz jest ona dokuczliwa, bowiem przyzywa wspomnienia, „odkrywa” niechciane uczucia, „generuje” spotkanie z kimś, kto już odszedł. A jednak cisza pozwala na odkrycie siebie w sobie.
W świecie szumu i hałasu warto walczyć o chwilę wyciszenia, które wzmacnia siły fizyczne, psychiczne i duchowe. Owa „higiena” w oparciu o ciszę to nade wszystko codzienna możliwość przebywania choć przez chwilę ze sobą „sam na sam”. Jest to więc znalezienie w swoim życiu chwili na zatrzymanie się. Aleksander Dumas pisał, że „na wszelkie zło istnieją dwa lekarstwa: czas i cisza”. Myślę sobie, że warto o ten czas i ciszę zadbać, bo tylko wtedy człowiek ma szansę cieszyć się z owego stawania się zdrowym. I chyba nie jest prawdą – jak pisał Schopenhauer, że „najskuteczniejszą pociechą w każdym nieszczęściu jest przyjrzenie się innym ludziom, jeszcze nieszczęśliwszym niż my; to zaś potrafi każdy”. Trzeba raczej dbać o zdrowie duchowe, aby móc mniej płakać i żyć w aurze optymizmu mimo wszystko.
