naglowek

  Archiwum wpisów w blogu w listopadzie 2007

Pamięć

  

czwartek, 01 listopada 2007

Pochylając się nad grobami naszych najbliższych każdego z nas dotykają różnego rodzaju emocje, wspomnienia, a także refleksje nad ludzkim życiem. Grób zawsze kojarzy się z przemijaniem i przejściem, ale z drugiej strony także z życiem. Dla ludzi wierzących śmierć jest przejściem do innego życia, ale dla wszystkich grób to także wspomnienia z życia często kogoś bardzo bliskiego. Ta pamięć przekracza wszelkie bariery. Myślę, że pochylenie się nad mogiłą kogoś, kogo się znało, a w wielu przypadkach kochało jest pięknym świadectwem trwania przy kimś, kogo już nie ma. Ta pamięć jest także potrzebna każdemu z nas żyjących. Ona jest niejako symbolem miłości, która jest mocniejsza niż jakiekolwiek rozstanie, nawet to najstraszniejsze, jakim jest śmierć. Niektórzy pewnie zapłaczą, bowiem czas leczy rany, ale najpierw bywa „katem”. Inni powspominają, a jeszcze inni będą snuć refleksję na ludzkim życiem. Dla mnie nie jest to smutne święto, a raczej pełne zadumy i ciszy spotkanie z tymi, których nie ma, a przecież jednak są. Oni są w nas. Cząstka każdego zmarłego jest w tych, którzy ich znali. Może warto tę cząstkę odszukać w sobie i ją pielęgnować, ale nie po to, aby rozpaczać, ale przede wszystkim po to, aby czuć więź przekraczającą nawet śmierć. Pamięć o zmarłych jest przecież jednocześnie refleksją nad swoim życiem, w którym nieobecni mieli swoje miejsce. Phil Bosmans napisał kiedyś, że mamy młode serce, tak długo jak długo umiemy kochać życie, takim, jakie ono jest. Życie ze swoimi dobrymi, ale także złymi stronami. Mamy młode serce, tak długo jak długo potrafimy kochać ludzi i życzyć im szczerze tego wszystkiego, czego im brakuje, a tak bardzo jest potrzebne. Kto się starzeje zachowując młode serce, ten wie jak należy przyjmować ze spokojem te liczne małe i większe uciążliwości podeszłego wieku. Taki człowiek zna sens życia i sens umierania. Wie jak „krótkie” i jak „małe” jest wszystko na tej ziemi, bo żyje nadzieją na życie wieczne.

Myślę sobie, że zaduma i refleksja na cmentarzu to jedno z przęseł tego pomostu pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy mną a tymi, których już nie ma. Nie wolno tego mostu zerwać, bo paradoksalnie droga przez cmentarz to droga ku życiu, do tych, których kochaliśmy i nadal kochamy, choć już ich nie ma pośród nas. Odgarniemy liścia, zapalimy świeczki, wielu z pewnością pomodli się o spokój duszy, a potem wrócimy do naszych spraw, może widząc je w innej perspektywie, w innym świetle. Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to przecież czas pytania: co się tak naprawdę w życiu liczy? Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam, w głębi siebie. Dla wielu w tych dniach liczy się przede wszystkim OBECNOŚĆ, poczucie, że nie jestem sam. Jest ON, a także CI, którzy tak wiele zmienili w naszym życiu swoim odejściem.

 |---------------------------

Ciepło

  

niedziela, 04 listopada 2007

Minął czas zadumy nad przemijaniem i nad osobami, których już nie ma. Większość wraca do pracy, codziennych obowiązków. Jednak wiele osób wraca do domów, w których jest coraz bardziej pusto. Jakże często słyszę: tym, którzy odeszli z tego świata jest już dobrze. Słyszę też słowa: czuje się coraz bardziej samotny, samotna. Mimo, że żyją w domach pełnych ludzi odczuwają jakiś brak. Co oznacza to „jakiś”?

Myślę, że najczęściej brakuje owego ciepła, który może dać drugi człowiek starający nas zrozumieć. George Sand, francuska pisarka napisała, że „ten, kto nie jest kochany, zawsze jest samotny wśród tłumu”. A prawdziwa miłość emanuje ciepłem. Jest to najpierw ciepło wejrzenia. Któż z nas nie zna czułego spojrzenia kogoś, kto kocha. W oczach takiego człowieka jawi się dobroć i tak ważna dla każdego z nas akceptacja. Dla takiego wejrzenia warto wiele poświęcić. Iluż ludzi wraca wspomnieniami do tych, którzy oczami wyrażali to, co czują do nich.

Ale ciepło to nie tylko wzrok. Jakże ważne jest także ciepło gestów. Serdeczny uścisk dłoni, objęcie czy pocałunek jest nieraz tak potrzebny. Inaczej „smakuje” to ciepło u małżonków, inaczej u przyjaciół, a jeszcze inną „temperaturę” ma w relacjach rodzic – dziecko. Zawsze jest to jednak przekazanie choć odrobiny siebie drugiemu człowiekowi. Gesty czułości czy zrozumienia są zawsze afirmacją osoby, dla której są przeznaczone.

Nie można w tym zamyśleniu pominąć także ciepła słów. W świecie, w którym króluje agresja i egoizm, słowa, które są pełne życzliwości koją duszę i dają jakąś pewność, że nie jest jeszcze wszystko stracone. Dante uważał, że „nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem”. I chyba miał rację, bowiem słowa solidarności „ogrzewają” człowieka spotykającego niechęć, niezrozumienie czy przemoc. Szkoda, że nieraz nie przywiązujemy wagi do tego: jak mówimy. Forma wypowiedzianych słów często ma bardzo ważną wymowę.

I jest jeszcze jeden wymiar obdarzania innych ciepłem. Jest nim ciepło trwania. Wytrwanie przy drugim (choć to nie ideał) jest niewątpliwie przejawem ofiarnego dawania siebie. Rozczarowanie jest przecież wpisane w ludzkie relacje. Trwanie kogoś przy mnie, mimo uświadamianych sobie wad, jest właśnie wymiarem ciepła, które pomaga akceptować siebie, a nawet walczyć o siebie lepszego. Rainer Maria Rilke tak pięknie to opisał słowami: „miłość to czuwanie nad cudzą samotnością”.

Samotność może przestać być udręczeniem, jeśli dozna się właśnie takiego ciepła mającego wiele wymiarów. Jednak o to ciepło trzeba zawalczyć. Może trzeba dać szansę tym, którzy nieumiejętnie mówią nam: chcę być przy Tobie!?

 |---------------------------

Jesienna szaruga

  

czwartek, 08 listopada 2007

Listopadowe słoty nie nastrajają optymistycznie do życia. Pojawia się coraz więcej stanów przed depresyjnych, coraz więcej senności i jakiegoś niewiadomego pochodzenia smutku, a nawet przygnębienia. Cóż z tego, że wiele pracy, że tyle jeszcze rzeczy do zrobienia. Jakże często słyszy się: „mam podły nastrój”. Tak sobie myślę, że trzeba coś zrobić z tym obniżonym nastrojem. Tylko co?

Proponuję „zasadę dziesięciu pigułek poprawiających nastrój”, które jeśli nawet nie poprawią ogólnego samopoczucia, to zahamują schodzenie w nastroju po równi pochyłej. Oto one:

• Nie poddawaj się melancholii pochmurnego dnia, lecz szukaj zajęcia, w którym zapomnisz, że zimno, słota, że ciśnienie jakieś niskie!

• Szukaj kontaktu z osobami Ci bliskimi, bowiem w kontakcie z nimi odnajdziesz radość wynikającą z bliskości!

• Walcz ze zniechęceniem poprzez optymistyczne patrzenie na rzeczywistość (możesz więcej niż Ci się wydaje)!

• Skoncentruj się na pozytywnych chwilach dnia, a przecież zawsze takie są!

• Nie zapominaj o odpoczynku, który winien być oparty o to, co lubisz!

• Pamiętaj, że dobra muzyka poprawia nastrój i koi różnego rodzaju bóle!

• Znajdź chwilę na rozrywkę, którą lubisz, a jednocześnie wprawia Cię ona w dobry nastrój!

• Zatroszcz się o osoby, które nie mogą sobie poradzić ze sobą, ze swoimi emocjami. Pomoc innym zawsze daje szanse zapomnienia choć przez chwile o sobie!

• Akceptuj przeciwności losu, koncentrując się nie na problemie, lecz na jego rozwiązaniu!

• Jeśli jesteś wierzący poświęć więcej czasu na spotkanie ze Stwórcą. Modlitwa czy medytacja ukazuje człowiekowi zupełnie inną perspektywę! Jeśli jednak daleko Ci do sacrum szukaj owej transcendencji w przekraczaniu siebie, swoich ograniczeń (uwierz w swoje możliwości). Może wtedy odnajdziesz drogę do Przyjaciela!

Jonathan Caroll, znany amerykański pisarz napisał kiedyś, że „jeśli się uśmiechniesz, mogę oddychać; jeśli się roześmiejesz, mam dość pokarmu, aby przetrwać następne kilka dni”. Warto więc trochę więcej z siebie wykrzesać i zadbać o uśmiech oraz większy optymizm. Nawet szary kolor listopadowy może być piękny; przecież zależy to od naszego spojrzenia. W tej szarości można odkryć coś zaskakującego, frapującego, coś swojego!

 |---------------------------

Patriotyzm

  

niedziela, 11 listopada 2007

Patriotyzm w obecnych czasach staje się coraz bardziej niejednoznacznym terminem. W dobie globalizmu współczesny człowiek zastanawia się kim jest patriota? Czy jedzenie w Londynie kotleta schabowego z kością i kapustą zasmażaną lub barszczu czerwonego z uszkami jest patriotyzmem? A z drugiej strony powstaje pytanie: czy wyjazd z Polski za chlebem jest objawem braku patriotyzmu?

Mam w tym względzie pewne dylematy, bowiem łatwo szafować oceną: ten nie jest patriotą, a ten jest ogromnym patriotą. Wydaje mi się, że patriotyzm nie jest tylko manifestacją na zewnątrz swojej przynależności narodowej. Oczywiście jest to ważne, chociażby na zawodach sportowych. Jednak patriotyzm to rzeczywistość dużo bardziej głęboka i szeroka.

W pierwszej kolejności poczucie patriotyzmu związane jest ze świadomością swoich korzeni. Odpowiedź na pytanie kim jestem? – jest wejściem w obszar patriotyzmu. Mogę być oczywiście obywatelem świata, ale ze swoją, niepowtarzalną specyfiką. O tej specyfice trzeba pamiętać, a jest nią w naszym przypadku polskość. Ona właśnie wpływa na sposób wartościowania, zachowania, a nawet określania celów życiowych.

Ów patriotyzm to przecież znajomość historii i tradycji narodowych. Nie chodzi o dokładność historyczną, lecz raczej świadomość pewnych wydarzeń – symboli narodowych. 11 listopada jest przecież takim właśnie symbolem. Ponadto ważne jest poczucie odpowiedzialności za kondycję nacji, której jestem członkiem. Aktywność w tym obszarze jest bardzo istotnym elementem patriotycznej postawy (udział w wyborach, piętnowanie patologii itp.).

Jakże ważna w patriotyzmie jest także aktywność zawodowa. Efektywna i solidna praca niewątpliwie wpływa na obraz Polaka. Dlatego też, niezależnie od tego czy pracuję w Polsce czy zagranicą, zawsze w pewnym sensie reprezentuję własną ojczyznę i kształtuję podejście do Polaka. To z kolei wymusza na człowieku troskę o rozwój własny. Jest to więc dbanie o jakość życia (o zdrowie fizyczne, o dojrzałość psychiczną, moralną, duchową i religijną).

W dniu święta narodowego warto przyglądnąć się swojej postawie patriotycznej, bowiem już Cyceron pisał: „Drodzy są rodzice, dzieci, krewni, domownicy, ale miłość wszystkiego zawarła w sobie ojczyzna”.

 |---------------------------

Cierpienie, które mniej boli

  

środa, 14 listopada 2007

Joseph Conrad napisał kiedyś, że „cierpienie daje szybką dojrzałość”. I jest to chyba prawda, bowiem poprzez ból, cierpienie człowiek zaczyna mieć zupełnie inną perspektywę. W życiu każdego z nas pojawia się taka osoba lub sytuacja, która staje się źródłem cierpienia. W wielu przypadkach jest to nieuniknione. Powstaje więc pytanie o umiejętność egzystowania w „towarzystwie” bólu (fizycznego, psychicznego, duchowego). Zastanawiam się, czy można w tym obszarze cokolwiek radzić? Przecież każdy ból ma inny „odcień i posmak”. Każdy z nas inaczej reaguje na dotykające go cierpienie. Wydaje mi się jednak, że parę postaw jest istotnych, aby ból i cierpienie nie stały się „równią pochyłą” w jakości życia.

I tak pierwszą postawą w radzeniu sobie z cierpieniem, które mniej boli, jest odwaga. Ma ona umożliwić człowiekowi zmierzenie się z zaistniałą sytuacją, która na pierwszy rzut oka jest nie do zniesienia. Taka odwaga zakłada perspektywę poradzenia sobie w cierpieniu. Wtedy, jak pisała Anna Kamieńska „cierpienie jest na pewno rodzajem sensu. Bezsens przecież nie boli. Bezsens jest obojętnością”. Łatwo się mówi, gdy coraz więcej w człowieku goryczy, lęku i pustki. Jednak kapitulacja jest tak naprawdę wejściem na drogę bezsensu. Dlatego trzeba to swoje cierpienie usensownić. Dla wierzących jest to oczywiście złączenie swoich bólów z Bogiem, a także ofiarowanie ich z konkretną intencją. Dla dalekich od wiary sens cierpienia można przenieść na grunt przekraczania siebie, stawania się człowiekiem pełnym sił psychicznych czy duchowych.

Drugą postawą w cierpieniu jest godne, na miarę człowieka, znoszenie dotykającego bólu. Ks. Józef Tischner napisał, że „cierpienie jest próbą człowieczeństwa człowieka, próbą jego wewnętrznej prawdy; jego maski opadają, traci sens wszelka gra”. W cierpieniu nie ma co udawać. Trzeba nieraz powiedzieć „nie radzę sobie”, a jednocześnie szukać środków zaradczych. W takiej sytuacji szukanie pomocy u drugiej osoby jest szczególnie ważne. Obecność bliskiego (a nieraz nawet obcego) człowieka daje poczucie solidarności i zmniejsza poczucia samotności w cierpieniu.

Nie ukrywam, że przed każdym cierpieniem (nawet tym najmniejszym) klękam w postawie, która przepełniona jest próbą odpowiedzi na pytanie: jak sobie poradzić? Nie szukam jednak odpowiedzi na pytanie: dlaczego właśnie mnie czy kogoś innego dotknęło to cierpienie? Nie jest to oczywiście proste, ale wydaje się, że możliwe. Cierpienie, aby mniej bolało, musi być przeżywane w poczuciu trwania mimo wszystko. A trwanie to wierność… .

 |---------------------------

Wartość humoru

  

sobota, 17 listopada 2007

Jest taki dowcip, oparty na autentycznym wydarzeniu. Otóż na egzaminie, po kilku zadanych pytaniach profesor mówi do studenta: - Leje pan wodę! – Panie Profesorze, cóż zrobić, skoro temat jest jak rzeka!

Umiejętność zachowania się z nutką humoru w każdej sytuacji jest szczególnie ważna, kiedy aura nie sprzyja optymistycznemu myśleniu. Wydaje mi się, że poczucie humoru (bez złośliwości) pomaga żyć, jednocześnie tworząc odpowiedni dystans do siebie i otaczającej rzeczywistości. Tak sobie myślę, że umiejętność podchodzenia do wielu spraw życia codziennego z humorem umożliwia bardziej optymistyczne popatrzenie na świat. Śmiech jest ważnym czynnikiem zdrowia ludzkiego. Skąd jednak wziąć w sobie te pokłady humoru?

Życie dostarcza człowiekowi wiele okazji do żartów i uśmiechu. Trzeba je dostrzegać i traktować jako formę relaksu i odpoczynku. Nieraz sytuacje irytujące mogą stać się powodem śmiechu. Taka jak w dowcipie, w którym przychodzi ktoś do biblioteki i mówi: - Jest książka pt. Polska mistrzem świata? A bibliotekarka na to: - Fantastyka piętro wyżej. Oczywiście jest to wręcz czarny humor, ale i tak przenosi człowieka w obszary umiejętności dystansowania się wobec absurdów, rozczarowań czy niemocy.

Ponadto człowiek z poczuciem humoru potrafi lepiej zrozumieć różnego rodzaju gafy i inteligentne odpowiedzi. W ten sposób humor staje się niejako „bronią” w walce z różnego rodzaju atakami. Dobrze to obrazuje (może nie do końca kulturalny) dowcip. Otóż w zatłoczonym autobusie następuje krótka „wymiana ciosów”: - Co się pan tak pchasz na chama? - A bo to w takim tłoku można wybierać? Dowcipna i cięta riposta staje się obroną przed niekulturalnym zachowaniem. Niektórych może razić tego typu poczucie humoru. Z drugiej jednak strony traktowanie życia „zbyt serio” niesie ze sobą poważne obciążenia.

Źródłem radości i dobrego poczucia humoru mogą być także dzieci, które w sposób jednoznaczny, bez stereotypowego myślenia wyrażają w sposób prosty poglądy, które nieraz bawią aż do łez. Przykładów można szukać chociażby w przedszkolu. W jednym z nich toczy się następujący dialog. Jeden przedszkolak mówi do drugiego: - U mnie modlimy się przed każdym posiłkiem. - U mnie nie. Moja mama bardzo dobrze gotuje.

Może nieraz warto naśladować dzieci, które tak bardzo w sposób naturalny szukają powodów do radości. Nie trzeba odcinać się od odnajdywania w sobie „dziecka”. Ponadto warto sobie uświadomić, że najwyższą formą humoru, który rozwija jest umiejętność żartowania ze siebie. Taka postawa uczy dystansu do siebie, a także kształtowania adekwatnej samooceny.

Póki co, może warto sięgnąć po wypróbowaną taktykę terapeutyczną, jaką jest hilaroterapia, czyli leczenie śmiechem. Geletologia, czyli terapia posługująca się humorem, jest często skutecznym lekarstwem na samotność. Pozwala afirmować życie takie, jakie jest. Nie zapominajmy, że radość jest przecież podstawowym składnikiem zdrowia.

 |---------------------------

Sukces

  

środa, 21 listopada 2007

Kiedy widzi się wiwatujące tłumy kibiców, którzy świętują historyczny sukces reprezentacji musi wcześniej czy później przyjść refleksja nad znaczeniem różnego rodzaju zwycięstw w naszym życiu. Dlatego też warto przyjrzeć się bliżej roli sukcesu w naszej egzystencji. R.W. Emerson, amerykański pisarz napisał kiedyś, że „śmiać się często i serdecznie, zdobyć szacunek ludzi inteligentnych i sympatię dzieci - to znaczy odnieść sukces”. Wydaje mi się, że sukces jest bardzo osobistym, wręcz intymnym przekroczeniem siebie, pokonaniem bariery, która jeszcze przed chwilą wydawała się nie do przebycia. Sukces jest jakąś formą afirmacji siebie, dowartościowaniem swoich możliwości.

Chyba najbardziej cieszy sukces, który jest zdobyty ciężką, konsekwentną pracą. Nieraz są takie chwile, że wydaje się, że to już koniec, nie ma szans na zwycięstwo. A jednak przychodzi po jakimś czasie myśl: musi mi się udać!

Sukces jest też zwieńczeniem jakiegoś okresu czasu, który poświeciło się na jego osiągnięcie. Pojawiają się wtedy nawet łzy, których nie trzeba się wstydzić. Gorzej, gdy sukces osiągnięty jest kosztem czegoś lub (co gorsza) kogoś. Wtedy po chwili radości i szczęścia przychodzi gorzka refleksja: czy warto było? Przyznam szczerze, że poznaję coraz więcej ludzi, którzy po latach zastanawiają się nad kosztami osiągniętego sukcesu. Niejednokrotnie dochodzą do wniosku, że nie warto było się aż tak poświęcać. Cóż, nieraz refleksja po latach przynosi prawdę o nas samych.

Warto jednak w swoim życiu przyjrzeć się tym małym, nieraz niepozornym sukcesom. Te spektakularne zdarzają się rzadko, natomiast te drobne, codzienne często przemijają bez echa. Takim sukcesem może być podjęcie jakiejś decyzji, której się boję. Sukcesem może być także przebaczenie komuś, czy powiedzenie słowa „przepraszam”. Także przezwyciężenie lenistwa w wielu obszarach własnej aktywności może być uważane za sukces. Trzeba jednak go dostrzec i nim się cieszyć.

Zatem można powiedzieć, że człowiek sukcesu, to osoba dostrzegająca swoje małe i większe zwycięstwa, widząca perspektywę dla siebie, a także skutki swojej pracy. Taka postawa wcześniej czy później musi owocować optymistyczną wizją świata i siebie. Może więc warto kierować się zasadą łacińską: Parit patientia palmam (wytrwałość rodzi zwycięstwo).

 |---------------------------

Odpowiedzialność za siebie

  

sobota, 24 listopada 2007

Problem odpowiedzialności jest bardzo ważną rzeczywistością w naszym życiu. Na pierwszy rzut oka każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie i ma tego świadomość. Wprawdzie A. Kępiński napisał kiedyś „człowiek, który ma odwagę wziąć odpowiedzialność za samego siebie, na ogół szybciej się starzeje niż ten, który tę odpowiedzialność przerzuca na otoczenie”. Jednak nie można sobie wyobrazić prawdziwego człowieczeństwa bez odpowiedzialności osoby za nie. Dlatego też warto pochylić się nad przejawami owej odpowiedzialności. Rodzi się ona z gruntownego poczucia wartości osoby i jest wyrazem troski o zachowanie jej godności.

W pierwszej kolejności jest to odpowiedzialność za swoje myśli. Jakże często ta przestrzeń ludzka jest zaniedbana, bowiem nie dokonujemy swoistej analizy bądź cenzury jakości myślenia. Niekontrolowana myśl staje się w wielu przypadkach przyczyną spektakularnych porażek. Myśl generuje uruchamia w człowieku działanie, które przecież nie zawsze mu służy. Jakże często słyszy się opinię o kimś, że „najpierw zrobił, a potem pomyślał”.

Druga płaszczyzną odpowiedzialności człowieka za siebie jest świat emocji i uczuć. Jest to szczególnie nieuchwytny i jednocześnie niebezpieczny obszar, bowiem poprzez emocje każdy z nas dokonuje różnego rodzaju wyborów, wartościuje, a także buduje relacje z innymi. Odpowiedzialność za emocje to umiejętność ich nazwania i zrozumienia, a w dalszej kolejności zapanowania nad nimi. Kto jest niewolnikiem własnych doznań i nie potrafi się wyzwolić ze stereotypów i emocjonalnych uprzedzeń staje się jednocześnie „zakładnikiem” konkretnych odczuć. To z kolei wpływa na sposób podejścia do otaczającej rzeczywistości.

Trzecią płaszczyzną odpowiedzialności za siebie są czyny, które mają niejako swe źródło zarówno w myślach, jak i emocjach. Postępowanie człowieka jest w wielu przypadkach konsekwencją nieumiejętnego poruszania się po wyżej wymienionych płaszczyznach. Ryszard Kapuściński napisał kiedyś, że „człowiek może sam dla siebie stać się takim kłopotem, że już nie wystarczy mu czasu na zajmowanie się czymś więcej”. Wydaje się, że jest to prawda.

Odpowiedzialność za siebie jest więc świadomością siebie i swojej relacji wobec otaczającego świata. Nie można się od tego obowiązku uchylać i przenosić go na innych. Warto zatem zaangażować się w ponoszenie odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia i postępowanie.

 |---------------------------

Odpowiedzialność za innych

  

środa, 28 listopada 2007

Gabriel Garcia Marquez, laureat literackiej Nagrody Nobla, powieściopisarz kolumbijski napisał kiedyś, że „być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem”. I wydaje się, że można to udowodnić. A skoro tak, to odpowiedzialność za drugiego człowieka jest jeszcze bardziej wpisana w projekt życia każdego z nas. Odpowiedzialność za drugiego, to nie tylko obowiązek moralny wynikający z przekonań religijnych czy wpojonego systemu wartości. To potrzeba wpisana niejako w człowieczeństwo. Dlatego też warto pochylić się nad wymiarami owej odpowiedzialności za drugą osobą.

Najpierw jest to troska o jakość życia danej osoby. Chodzi zatem nie tylko o materialny wymiar, ale także i ten psychiczny i duchowy. Odpowiedzialność za jakość życia oznacza czuwanie, aby podstawowe potrzeby drugiej osoby były zaspokajane. Jest to wręcz gotowość stawania się „strażnikiem” warunków, w których te potrzeby mogą być realizowane. Odpowiedzialność znosi przecież obojętność i dystansowanie się. Jest więc ona odpowiedzią na jego oczekiwania.

Ponadto odpowiedzialność za drugiego, to także obecność, która przejawia się w trwaniu przy nim (w zależności od możliwości) w sposób fizyczny, jak i psychiczny. Jest to więc pełne dobrej woli zaangażowanie się w sprawy drugiej osoby. Istnieje ogromna przestrzeń do zagospodarowania w tym obszarze. Zaangażowanie ma bowiem charakter dynamiczny, w którym poszukiwanie konkretnej aktywności na rzecz osoby, za którą czuję się odpowiedzialny, jest fundamentalnym elementem troski o człowieka.

Wśród wielu wymiarów troski o drugiego jest jeszcze jeden, niestety często pomijany aspekt. Otóż każdy z nas jest odpowiedzialny za emocje, jakie budzi u drugiego. Nasze zachowanie, sposób reagowania czy jakość relacji z innymi rodzi u drugiego człowieka określone odczucia. Nie można ich nie brać pod uwagę, czując się za niego odpowiedzialnym. Jest to wręcz obowiązek, który rodzi się z poczucia troski o wzajemne relacje ze spotkanymi osobami.

Znane są słowa Jana Pawła II: „człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. Odpowiedzialność za drugiego jest właśnie takim dzieleniem się sobą. Warto się dzielić, bowiem bycie dla drugiego likwiduje samotność, a w konsekwencji jest także byciem dla siebie.

 |---------------------------

wtorek, 7 lutego 2012 

Ostatnio dodane

  Kierownictwo duchowe (1)
 dodane: 06.02.2012
  Moje możliwości
 dodane: 04.02.2012
  Kamieński Bartłomiej
 dodane: 02.02.2012

Mastalski w radiu

Rozmowy z ks. prof. Januszem Mastalskim emitowane w Radio Bonus w każdą środę o godz. 20.15.
  archiwum rozmów

Radio Bonus

Najnowszy tekst w zamyśleniach:

  Światowy dzień walki z rakiem
 dodany: 01.02.2012

inne w archiwum zamyśleń:

rok: 2012 r., miesiące:
1 2

rok: 2011 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

rok: 2010 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 9 10 11 12

rok: 2009 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 9 10 11 12

rok: 2008 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 8 9 10 11 12

rok: 2007 r., miesiące:
10 11 12

w refleksjach pedagogicznych:

  Zasady edukacyjne na katechezie (7)
 dodany: 27.01.2012

w dla samotnych:

  Kierownictwo duchowe (1)
 dodany: 06.02.2012

w dziale problemy wychowawcze:

  Obraz Boga Ojca a wychowanie
 dodany: 31.01.2012

i leksykonie:

  Kamieński Bartłomiej
 dodany: 02.02.2012

Statystyki serwisu

Ilość stron w serwisie:
960
Ostatnia umieszczona:
Kierownictwo duchowe (1)

dodana: 06.02.2012

Ilość wpisów w księdze gości:

259

ostatni wpisany:
2011-11-06 23:08:54