Archiwum wpisów w blogu w listopadzie 2009
Żałoba narodowa
środa, 04 listopada 2009
Nie tak dawno przeżywaliśmy kolejną żałobę narodową, ogłoszona z racji tragedii w kopalni. Zginęło kilkunastu górników. Odezwały się wtedy głosy, że prezydent nadużywa swojego prawa do ogłaszania takich dni.
Powstaje wręcz pytanie: czy żałoba narodowa ma sens? W wielu publikacjach można było przeczytać choćby takie słowa: prezydent wszystkich Polaków ogłasza co jakiś czas okres tzw. żałoby narodowej. Zwykle wtedy gdy kilkanaście lub kilkadziesiąt osób zginie w odległości 100 metrów. Bo jak zginą na większym obszarze, to nikt się nimi nie przejmuje. Są więc przeciwnicy tego typu aktywności głowy państwa. Zastanawiam się jednak, czy można w tak delikatnej kwestii zająć zdecydowane stanowisko?
Żałoba jest bardzo skomplikowanym i złożonym problemem. Czy można kogoś zmusić do żałoby? A z drugiej strony, czy nie należy w jakiś sposób solidaryzować się z tymi, którzy opłakują zmarłych? Wydaje mi się, że istnieje ogromna potrzeba edukacji w tym względzie. Wielu z nas nie rozumie sensu żałoby narodowej. Widzi w niej raczej posunięcie polityczne, z którego mają wyniknąć konkretne profity. A przecież żałoba to nie tylko manifestacja pamięci o tych, którzy odeszli. To także forma zadumy nad ludzkim życiem, to okazja do refleksji. Może więc za szybko ferujemy wyrok?
A oto wypowiedź z forum poświęconego żałobie narodowej: A ja mam wrażenie że prezydent to już ma marketing ustalania ubolewania nad stratą. Bo zawsze można powiedzieć że przeciwnicy serca nie mają i nie współczują a on jest Święty Walenty. Jak to mówią... Ginie 20 osób - straszna tragedia.... Codziennie giną setki tysięcy ? - Nie ważna statystyka... W Polsce jest to nadużywany stan, gdzie po "każdym" wypadku się wprowadza stan wyjątkowy w państwie na kilka dni. A ktoś inny: Czy to, że nie widzimy potrzeby na żałobę narodową jest winą mediów i polityków, czy też to nasz brak wyczucia i współczucia? No i co? Gdzieś podskórnie rozumiem tych internautów, jednak nie deprecjonowałbym żałoby narodowej w takich okolicznościach ogłoszonej.
Nie chcę absolutnie rozstrzygać sporu. Wiem jednak jedno: powolnie ginie w społeczeństwie potrzeba solidaryzowania się z osobami poszkodowanymi. Akceptujemy dobroczynne akcje, bowiem najłatwiej coś dać. Gorzej z czegoś zrezygnować!!!
|---------------------------
Zapomniany patriotyzm
środa, 11 listopada 2009
I cóż, kolejna rocznica, święto narodowe. Czy jednak z tego świętowania coś wynika? Na czymże ów patriotyzm, który ma być przez święto narodowe pogłębiony, polega? Ojciec Maciej Zięba twierdzi, że patriotyzm to rozumna miłość do własnego narodu, własnej ojczyzny. Zauważmy, że w terminie "naród" odnajdziemy słowo "rodzenie", w słowie "ojczyzna" pojęcie ojcostwa. Mówi się też o ojczyźnie "matka". Więc moglibyśmy powiedzieć, że patriotyzm sprowadza się do bardzo silnych więzów. Są tacy, którzy twierdzą, że patriotyzm się przeżył, bo o naszej narodowości decyduje przypadkowe miejsce urodzenia. To nieprawda. Można powiedzieć, że równie przypadkowo urodziliśmy się w tej, a nie innej rodzinie, a jednak łączy nas z nią szczególna więź głębokiej miłości. Z drugiej jednak strony globalizm i bezpostaciowość święcą triumfy. Mówi się teraz: obywatel świata. A zatem kto? Czyż nie jest to prosta droga do braku zakorzenienia? Wielu pogodziło się z tym faktem. Chyba tylko na obczyźnie ów patriotyzm jest jeszcze obecny. W kraju, zasadniczo tylko trybuny sportowe mogą się „poszczycić” patriotami. W codzienności postawa patriotyczna została niezwykle spłaszczona.
Bolesław Prus przed laty napisał: Prawdziwy patriotyzm nie tylko polega na tym, ażeby kochać jakąś idealną ojczyznę, ale – ażeby kochać, badać i pracować dla realnych składników tej ojczyzny, którymi są ziemia, społeczeństwo, ludzie i wszelkie ich bogactwa. A to już nie jest takie proste. W czym więc powinien wyrażać się ów patriotyzm?
Najpierw jest nim aktywność społeczna na rzecz społeczności w której się żyje. Chodzi więc o likwidowanie różnego rodzaju patologii, o pracę na rzecz bardziej ekologicznego życia. W konsekwencji chodzi o pewnego rodzaju troskę o kondycję otaczającej patriotę społeczności.
Patriotyzm to także troska o własną rodzinę. Naród jest przecież silny wtedy, kiedy rodziny spełniają swoje funkcje i zadania. Jest to więc poczucie odpowiedzialności za relacje interpersonalne w rodzinie, za więzi, na których opiera się prawidłowe funkcjonowanie środowiska rodzinnego.
Patriotyzm wyraża się także w znajomości historii ojczyzny, różnego rodzaju tradycji. Nie można być przecież patriotą bez podstawowej wiedzy o kraju, z którego się pochodzi. Senator Zbigniew Romaszewski twierdzi, że patriota dziś powinien wiedzieć, z jakich wyrasta korzeni i poczuwać się nie tylko do praw, ale także obowiązków wobec swojej ojczyzny. Obowiązków jest wiele, ale najważniejsze z nich, to nieszkalowanie jej, poczucie lojalności wobec niej... Trzeba o tym pamiętać, kiedy coraz częściej zapominamy, kim jesteśmy!
|---------------------------
Afery
środa, 18 listopada 2009
I znów przeżywamy w naszej ojczyźnie czas afer. W mediach aż huczy od różnych informacji, doniesień i domysłów. W tym kontekście powstaje pytanie, czy polityka i władza muszą być korupcjogenne? Czy zawsze musi być tak, że wcześniej czy później jakieś lobby zdeprawuje człowieka, który czymś kieruje? Odpowiedź jest zależna od etycznych standardów, które wyznaje dana osoba. Polityka odarta z aksjologii staje się przestrzenią pełną niegodziwości, nieuczciwości i przekupstwa. Cóż, może trzeba po raz kolejny przypomnieć o podstawowych wartościach, którymi powinien kierować się człowiek, aby móc spokojnie spojrzeć drugiemu w oczy! W moim przekonaniu jedną z najważniejszych wartości jest uczciwość.
Jakże ważna w życiu społecznym jest uczciwość. Jan Poplucz z Uniwersytetu Śląskiego pisze, że być uczciwym - znaczy wywiązywać się właściwie z wszelkich obowiązków, stając się przez to osobą godną zaufania. Nieuczciwością jest zaś to wszystko, co jest z tym sprzeczne, np. lekceważenie obowiązków, przekraczanie uprawnień, poczucie bezkarności, przewrotność, szkodzenie innym, zabór mienia, prywata, cwaniactwo, kunktatorstwo, hipokryzja, zakłamanie, zachłanność, kumoterstwo, plagiatorstwo, oszustwo, bezwzględność, brak wrażliwości, obmowa, wyłudzanie i korupcja, podstęp i fałsz. Skutki nieuczciwości są pustoszące. Niewątpliwie owej nieuczciwości w naszym życiu politycznym jest coraz więcej. Ona powoduje, że statystyczny obywatel naszego kraju zaczyna myśleć w podobny sposób. Skoro władza jest nieuczciwa, to dlaczego ja mam być uczciwy? Następuje więc reakcja łańcuchowa, w której nieuczciwość zatacza coraz większe kręgi. Co więc można zrobić?
Chyba potrzeba większej determinacji w obronie własnego systemu wartości. Przecież nieuczciwość sprawia, że człowiek zaczyna żyć w zakłamaniu. W ten sposób nie niesie ze sobą poczucia bezpieczeństwa. W konsekwencji nie buduje konstruktywnych relacji interpersonalnych. Życie staje się ciągłą grą, w której trzeba w sposób niegodny dokonywać codziennych wyborów. Czyż to nie wystarczające powody, dla których warto walczyć o uczciwość w swoim życiu?
Na koniec, wszystkim (również sobie) dedykuję słowa Seneki: Nigdy nie jest za późno, aby wkroczyć na uczciwą drogę: kto żałuje swych grzechów, ten już prawie niewinny. Spróbować zawsze można! Nieprawdaż?
|---------------------------
Adwentowe szelesty
środa, 25 listopada 2009
W zabieganym życiu, Adwent staje się dla wielu nieobecny. Gdzieś słychać jakieś wzmianki o nowym roku liturgicznym. Jest to jednak bardzo nikłe, a oddziaływanie jest takie, jak słyszalność szelestu w zgiełku. A jednak Adwent to fakt. Dla człowieka wierzącego ma to być czas zatrzymania, refleksji nad wartością ludzkiego życia. Jest to okazja do pochylenia się nad sensem tego wszystkiego, co mnie otacza, co jest we mnie.
Dla mnie Adwent to czas radości z faktu, że za niedługo, można się będzie cieszyć ze spotkania z Tym, który jest sensem życia, jego źródłem i kresem. Jest to jakby stopniowe napełnianie się radością i nadzieją. Na Święta się czeka, choć niestety w wielu przypadkach nie ze względu na ich istotę. Adwent ma mnie przestrzec: nie możesz się minąć z Bogiem; musisz iść w jego stronę. Stąd też jest to czas, w którym słowo czuwanie ma szczególne znaczenie.
Benedykt XVI, będąc jeszcze kardynałem mawiał, iż Adwent to dzieje Boga i człowieka w przyszłości bliskiej i dalekiej, do której zmierzamy. Adwent to czas rozbudzenia i ciągłego pogłębiania w sobie świadomości o ukrytej obecności Boga. Adwent to czas oczekiwania Pana, czas naszej gotowości i nadziei. Nasze spotkanie z Chrystusem zaczyna się od „otwarcia drzwi naszego serca «Odkupicielowi»”. Zatem Adwent ma być czasem otwarcia się na Boga. Co to w praktyce oznacza?
Najpierw musi to być akt woli. Wiem, że powinienem poświęcić więcej czasu, dla Tego, który mnie kocha. Nie chodzi o mnożenie czasu modlitwy. Chodzi raczej o jakość życia modlitewnego. Otworzyć się na Chrystusa oznacza walkę z bylejakością w kontakcie z Nim. Likwidacja pośpiechu, bezmyślności, rutyny - to najważniejsze filary tej walki. Warto ten czas wykorzystać na poprawienie relacji ze Stwórcą. Stawanie coraz dalej od Boga i wartości z Nim związanych, generuje samotność, która tak bardzo może dokuczyć.
Myśląc o otwarciu się na Chrystusa, nie można pominąć własnych uczuć. Jakże ważne jest, aby bardziej do Niego przylgnąć. Chodzi więc o miłość, która wyraża się w konkretnych czynach. Może to być podjęcie jakiejś ważnej decyzji w imię ewangelicznych wartości. Może to być również akt przebaczenia komuś, kto mnie skrzywdził. Tego typu gesty wynikające z przepracowania pewnych kwestii w życiu emocjonalnych otwierają przestrzeń, dla Mistrza z Nazaretu.
Może warto na czas Adwentu pamiętać o słowach Jana Pawła II: Konieczne jest raczej, byśmy zrozumieli, że całe nasze życie powinno być «adwentem», czujnym oczekiwaniem na ostateczne przyjście Chrystusa. Aby przygotować nasze serce na przyjęcie Pana, który - jak mówimy w Credo - pewnego dnia przyjdzie sądzić żywych i umarłych, musimy nauczyć się dostrzegać Jego obecność w wydarzeniach codziennego życia. Adwent jest więc, by tak powiedzieć, intensywnym przygotowaniem do przyjęcia w sposób zdecydowany Tego, który już przyszedł, który przyjdzie i który nieustannie przychodzi.
