Archiwum wpisów w blogu w lutym 2010
Nasi niepełnosprawni
środa, 03 lutego 2010
Dziś pragnę poruszyć problem niepełnosprawności w naszej ojczyźnie. Wiele już napisano o marginalizacji osób niepełnosprawnych, a także o ich automarginalizacji. Nie da się jednak ukryć, że nadal istnieje spora ilość stereotypów, które generują u wielu Polaków zakłopotanie, zawstydzenie, a nawet lęk w spotkaniu z niepełnosprawnym. Poniżej zamieszczam kilka haseł - cytatów z polskich filmów, w których poruszana jest tematyka niepełnosprawności. Może one pomogą nam w podejściu właściwym do osób, które oczekują nie współczucia, ale normalności w relacjach.

|---------------------------
Ukochana starość
środa, 10 lutego 2010
Jacek Skowroński pisze, iż ludzie na ogół chcą doczekać starości i mają nadzieję na długie życie. Paradoksalnie jednak równocześnie tej wyczekiwanej starości boją się, nie chcą przeżywać jej niedomagań. Starość to jeden z najtrudniejszych i bardzo bolesnych problemów współczesnego świata. Obecnie dominuje pesymistyczna wizja starości, w której trudno doszukiwać się jakiejś pozytywnej strony tego etapu życia. Pod wpływem mentalności stawiającej przydatność na pierwszym miejscu starość nie jest ceniona. Jako rozsądne rozwiązanie problemu starości proponuje się eutanazję. Coraz częstsza jest postawa głosząca, że starsi zajmują miejsce młodym. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, bowiem współczesna cywilizacja jest przeniknięta kultem młodości i sprawności. Wydaje mi się jednak, iż wiele zależy od osobowości starzejącego się człowieka.
Bardzo podobają mi się słowa napisane przez Theresię Hauser w książce „Zeit inneren Wachstums. Die späteren Jahre” (1997), że tajemniczy proces starzenia się nie jest równoznaczny ze schodzeniem w ciemną dolinę; o wiele bardziej przypomina wspinanie się na ostatni szczyt, przed którym trzeba odłożyć każdy zbędny bagaż. Oczywiście wspinaczka na szczyt jest męcząca. Jednak szczyt wiele również obiecuje: szeroki widok, który uzyskuje się tylko tam; inną perspektywę; spojrzenie na przebytą drogę; dystans do tego, co się za sobą pozostawiło; oddech, nowe widzenie; wolność od tego, co przygniata; być może nowe nastawienie do codzienności. Jakże są to piękne słowa, ukazujące perspektywę. Może warto to przesłanie przekazywać dalej, bowiem wielu starszych skoncentrowanych jest na cierpieniu, samotności i przemijaniu. A przecież ma rację Phil Bosmans, kiedy pisze, że mamy młode serce, tak długo jak długo umiemy kochać życie, takim jakie ono jest. Życie ze swoimi dobrymi, ale także złymi stronami. Mamy młode serce, tak długo jak długo potrafimy kochać ludzi i życzyć im szczerze tego wszystkiego czego im brakuje, a tak bardzo jest potrzebne. Kto się starzeje zachowując młode serce, ten wie jak należy przyjmować ze spokojem te liczne małe i większe uciążliwości podeszłego wieku. Taki człowiek zna sens życia i sens umierania. Wie jak „krótkie” i jak „małe” jest wszystko na tej ziemi, bo żyje nadzieją na życie wieczne.
Pochylam się dziś nisko przed każdym starszym człowiekiem i chcę powiedzieć: dobrze, że jesteś; dobrze, że jeszcze jesteś!!!! Świat będzie bez Ciebie uboższy, bardziej pusty! A jak będzie trudno, to pamiętaj szanowny Jubilacie o słowach Antoniego Kępińskiego, który przekonywał, że ludzie, którzy przyjmują swoją starość, nie robiąc z niej problemu, są młodsi od tych, którzy chcą za wszelką cenę zachować swoją młodość.
|---------------------------
Wielki Post 2010
środa, 17 lutego 2010
Rozpoczyna się kolejny w naszym życiu Wielki Post. Dla osób wierzących jest to istotny okres dla pogłębienia wiary. Jednak i dla niewierzących może to być okazja do refleksji nad wartością życia, cierpienia czy przemijania. Niestety, coraz częściej niedoceniamy znaczenia roku liturgicznego w codziennym życiu. Zaśpieszeni, zajęci swoimi sprawami zapominamy o fundamentalnych kwestiach dotyczących ludzkiego istnienia i przeznaczenia.
Szczególnie niepokoi mnie postawa niektórych ludzi młodych, którzy nie doceniają wielkopostnego wyciszenia. Znów zobaczę na ulicach ludzi wychodzących po nocnych dyskotekach, bez zrozumienia czym jest Wielki Post. Trzeba, chyba przypomnieć, iż to czas pokuty, przygotowujący do przeżycia największego święta dla chrześcijan, jakim jest Wielkanoc. Obejmuje on okres liczony od Środy Popielcowej do Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek.
O istocie Wielkiego Postu świetnie pisze jezuita ks. S. Groń: Codzienność przynosi nam wiele trudów, kłopotów i wyrzeczeń. Po co więc jeszcze specjalny czas w liturgicznym kalendarzu Kościoła, przeznaczony na post i umartwienie? Po co praktykować wyrzeczenie i więcej niż zwykle się modlić? Po co odprawiać rekolekcje i dzielić się swymi dobrami z innymi? Życie upływa nam i tak w klimacie zapracowania, szybkich zmian, do których dostosowujemy się z trudem, aby nadążyć za tzw. postępem. Stajemy się też odbiorcami często agresywnej reklamy, proponującej nam byle co do kupienia; lub kupienie czegoś, na co nas nie stać. Każda chwila przynosi wiele obietnic, i to zwykle ulotnych, zresztą jak ona sama. Niełatwo jest nam w zabieganej codzienności usłyszeć głos o zbawieniu ofiarowanym nam przez Boga. Co roku Kościół przypominanym nam, że nie samym chlebem żyje człowiek.
Św. Jan Złotousty powiedział ważne słowa: Post bez modlitwy - to lampa bez oleju. Wielki Post dla człowieka wierzącego jest okazją do zamyślenia nad swoim życiem w perspektywie Boga cierpiącego za człowieka, zamiast człowieka. Ta swoista „zamiana ról” powinna skłaniać do refleksji nad własną hierarchią wartości. Z pewnością, większość z nas preferuje podobne wartości (także te ewangeliczne). Jednak istotne jest także ich miejsce w owej hierarchii. Jest to więc pytanie o moja własną moralność, o konkretne wybory życiowe. Nie może takiej autorefleksji zabraknąć w naszym życiu.
Ze smutkiem patrzę na zjawisko desakralizacji Wielkiego Postu. Zdewaluowały się także nabożeństwa, takie jak Droga Krzyżowa czy Gorzkie Żale. Konsumpcjonizm i rozrywka zastąpiły prawdę o krzyżu. A może to jest ucieczka przed stawianiem sobie podstawowych pytań o drogę człowieka?
|---------------------------
Ubezwłasnowolniony chory
środa, 24 lutego 2010
Jakże trudno jest teraz chorować. Stan naszej służby zdrowia jest fatalny. Trzeba mieć przysłowiowe „końskie zdrowie”, aby chorować. Kolejki w przychodniach, „kosmiczne” terminy do specjalistów, coraz droższe leki - to tylko niektóre wymiary dramatu chorego. Jak się dowiadujemy z mediów zabraknie prawie dwóch miliardów złotych na leczenie Polaków w 2010 roku. Do tego banki nie chcą już pożyczać pieniędzy szpitalom, bo wiedzą, że kredytu nie odzyskają. To z kolei powiększy zapaść służby zdrowia. Nawiasem mówiąc, wydajemy na leczenie najmniej wśród krajów OECD. Gorzej jest tylko w Turcji i Meksyku.
Istnieje wiele czynników wpływających na fatalny stan całej służby zdrowia. W moim przekonaniu najważniejsze z nich to: brak odpowiednich środków z budżetu państwa, zła polityka dysponowania tymi pieniędzmi, a także niekompetentni dyrektorzy szpitali. Niestety nie ma chyba widoków na poprawę.
Ponadto jest także i przemilczany problem, o którym pisze na swoim blogu P. Muldner-Nieckowski. Otóż dla Polaków szczególnie przykrym przeżyciem jest pobyt w szpitalu, wspólna łaźnia w wojsku czy brutalne odzieranie z prywatności w aresztach, więzieniach i izbach wytrzeźwień. Na cudzej intymności żerują obwiesie, którzy odbijają sobie to, co dręczy ich samych. Ludzie o niskiej kulturze, na przykład chorzy z sąsiedniego łóżka, zwulgaryzują to, co u nas zobaczą, będą nas ciekawi ponad potrzebę, obrzucą przykrymi komentarzami. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z umiejętności zaciskania zębów. Obserwuję pacjentów szpitalnych, którzy ze wstydu nie są w stanie załatwić się do kaczki. Dochodzi do dramatów. Personel medyczny zbyt często nie potrafi pomóc, a przecież powinien chorego pewnych rzeczy zwyczajnie nauczyć.
A na koniec apel, który kiedyś otrzymałem od chorego w szpitalu:
Wszyscy, którzy jesteście odpowiedzialni za chorych, nie zapominajcie
że my jesteśmy ludźmi odczuwającymi każdą bylejakość,
jako lekceważenie i brak troski o człowieka w potrzebie.
Bądźcie wrażliwi i taktowni, bo chory potrzebuje ciepła i wsparcia,
kompetentnego i pełnego zrozumienia pochylenia się nad łóżkiem.
Pamiętajcie, że i wy możecie kiedyś stanąć pod drugiej stronie.
Zrozumiecie wtedy, że nic tak nie boli, jak poczucie bycia niepotrzebnym balastem!
