naglowek

  Archiwum wpisów w blogu w maju 2008

Paradoks ekologiczny

  

sobota, 03 maja 2008

Paradoks to sformułowanie zawierające efektowną, zaskakującą myśl, skłóconą z powszechnie uznawanymi przekonaniami, sprzeczną wewnętrznie. Zaś ekologia najogólniej mówiąc jest nauką o porządku i nieporządku w przyrodzie oraz konsekwencjach wynikających dla istnienia biosfery i człowieka. W obecnych czasach coraz więcej mówi się o ekologicznych postawach. Jednak praktyka życia codziennego przynosi zupełnie inny ogląd rzeczywistości.

Otóż, z jednej strony istnieje moda na edukację prozdrowotną, a z drugiej funkcjonuje społeczne przyzwolenie na toksyczny styl życia. Ponadto, w dobie walki z zanieczyszczeniami równocześnie obserwowana jest coraz większa nieporadność współczesnego człowieka z prowadzeniem życia ekologicznego, czyli symbiozy ze środowiskiem naturalnym. A przecież, życie ekologiczne ma być zgodne z wymogami ochrony środowiska przyrodniczego i polega na takim ułożeniu życia osobistego i zawodowego, które pozwali na zachowanie zdrowia fizycznego i dobrego samopoczucia bez nadmiernego niszczenia przyrody.

Jan Paweł II w jednym ze swoich wystąpień powiedział, że jednym z największych zagrożeń dla środowiska nie są zanieczyszczenia wynikające z nadmiernego uprzemysłowienia czy niewłaściwej gospodarki rolnej lecz „brak poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia (…) a zniszczenia powodowane w środowisku są znakiem prawdziwej pogardy dla człowieka”. Chodzi więc o specyficzne zachowania ekologiczne, które mają wymiar aksjologiczny, bowiem czystość środowiska jest wartością, którą powinien urzeczywistniać każdy człowiek. Powstaje więc pytanie, co można zrobić w tej kwestii?

Chyba za dużo jest obecnie „bicia piany”, a za mało konsekwencji w działaniu. Trzeba zacząć od siebie! Ekologia własnego życia to przede wszystkim zachowania prozdrowotne. Są to więc wszelkie formy aktywności ukierunkowanej na ochronę lub osiągnięcie poprawy własnego zdrowia. Należą do nich: unikanie używek, bezpieczne prowadzenie samochodu, jazda z mniejszą szybkością, zwyczaje żywieniowe (czyli jedzenie większej ilości warzyw i owoców, zmniejszenie ilości zjadanych tłuszczów zawierających cholesterol itp.), styl życia (ćwiczenia fizyczne, mycie zębów, odpowiednia higiena otoczenia i samego siebie) itp.

Może warto popatrzeć na swoje życie z tej perspektywy. Na zmianę swoich nawyków nigdy nie jest za późno!

 |---------------------------

Kusząca konsumpcja

  

środa, 07 maja 2008

Ileż razy już były cytowane słowa: trzeba bardziej być niż mieć! A jednak coraz bardziej się gubimy, a pęd do posiadania ciągle rośnie. Skąd się bierze, tak wielkie zapotrzebowanie, aby ciągle coraz więcej posiadać?

Wydaje mi się, że w pędzie życia zapominamy o tych wartościach, których nie można „kupić”, które zdobywa się w mozolnym wysiłku, pracy (także nad sobą). Wartości materialne przesłaniają rzeczywistość, która znajduje się głębiej. Miłość, prawda, dobro, piękno to wartości wielokrotnie niewygodne lub pojmowane po swojemu.

Jakże nieraz trudno dostrzec w pogoni za pieniędzmi i wygodą, że jest „coś”, co przynosi niewspółmiernie więcej radości i szczęścia. Jest to wartość drugiego człowieka. Konsumpcja przysłania i marginalizuje drugiego. Nie pozwala na odkrycie jego potrzeb czy pragnień. Konsumpcyjny styl życia sprawia, że drugi człowiek staje się czymś, a nie kimś.

Jan Paweł II przed wielu laty w Turynie (13.04.1980) powiedział: „Postawa konsumpcyjna nie uwzględnia całej prawdy o człowieku - ani prawdy historycznej, ani społecznej, ani tej wewnętrznej i metafizycznej. Raczej jest ucieczką od niej. Nie uwzględnia też całej prawdy, o człowieku. Człowiek jest stworzony do szczęścia. Tak! Ale szczęście człowieka bynajmniej nie utożsamia się z użyciem! Człowiek nastawiony "konsumpcyjnie" gubi w tymże użyciu pełny wymiar swego człowieczeństwa, gubi poczucie głębszego sensu życia. Taki więc kierunek postępu zabija w człowieku to, co najgłębiej i najistotniej ludzkie”.

Trzeba więc zatrzymać, a może też i zawrócić. Potrzeba dystansu wobec tego co mam i co mogę mieć. Tak ważne jest, aby chcieć być dla kogoś. Ten ktoś ma stać się przestrzenią wolności od konsumpcji. Może wiec warto się rozglądnąć, by być bardziej dla kogoś poprzez poświęcony mu czas, większą życzliwość, chęć sprawienia przyjemności.

Trudno sobie wyobrazić życie bez konsumpcji, lecz z drugiej zniewolony człowiek chęcią posiadania, to smutny obraz współczesnej cywilizacji. Może więc warto na nowo popatrzeć na swój styl życia i dokonać pewnych przewartościowań. Może trzeba zadać sobie pytanie: mam wiele rzeczy, ale jakim kosztem?

Życie jest przestrzenią realizacji siebie, ale w oparciu o zasady, które pozwalają wzrastać duchowo. Duchowość przeniknięta konsumpcjonizmem nie buduje człowieka lecz niszczy. A z drugiej strony, jakże dzisiejsza konsumpcja kusi!

 |---------------------------

W szponach mediów

  

sobota, 10 maja 2008

Benedykt XVI pytał w Orędziu na XVI na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu (24.01.2008): „czy rozsądne jest pozwalanie, by narzędzia społecznego przekazu służyły bezwzględnej walce o wiodącą rolę bądź znalazły się w rękach tych, którzy ich używają do manipulowania sumieniami”? A dalej udowadniał: „istnieje jednak, niestety, niebezpieczeństwo, że przekształcą się one w systemy służące podporządkowaniu człowieka logice podyktowanej przez dominujące w danym momencie interesy. Dzieje się tak, gdy przekaz używany jest do celów ideologicznych bądź do lansowania produktów konsumpcyjnych poprzez obsesyjną reklamę. Pod pretekstem przedstawiania rzeczywistości faktycznie próbuje się usprawiedliwiać bądź narzucać wypaczone wzory życia osobistego, rodzinnego lub społecznego”. Jak widać stajemy się coraz bardziej bezbronni wobec włamywania się do naszych umysłów medialnego chaosu. Obecnie mówi się, że jesteśmy pod wpływem smogu medialnego. Składa się na niego kilka elementów.

Najpierw jest to przytłaczająca ilość form przekazu. Chodzi nie tylko o ilość nośników medialnych, ale także sposób przekazu. Dodatkowo trzeba sobie uświadomić tzw. przekaz podprogowy. Wprawdzie percepcja podprogowa jest ograniczona pod względem możliwości analizy określonej liczby bodźców, które mogą być w ten sposób odebrane, jednak z badań wynika, że przekaz audiowizualny jest odbierany przez całe ciało, a nie tylko umysł i ma wpływ na system nerwowy i emocjonalny.

Kolejnym składnikiem smogu medialnego jest ukryta manipulacja. Jest to zatem jakaś forma dominacji, która wywołuje swoiste ubezwłasnowolnienie. Jest ono potęgowane poprzez globalny rozmiar. Media stały się powszechnie dostępne, a czas wolny jest generalnie wypełniony ich odbieraniem. Dostęp do mediów stał się też prawie natychmiastowy, co dodatkowo wpływa na styl naszego życia.

Niestety, coraz częściej ów smog medialny niesie ze sobą ogromne spustoszenie, które powoduje między innymi kryzys współczesnych środowisk wychowawczych. Współczesne „medialne pokolenia” narażone są na „syndrom braku odporności na informacje”, czyli specyficzną formę kulturowego AIDS (Anti-Information Deficiency Syndrome). Niewątpliwie, ów syndrom dotyka w pierwszej kolejności rodziny. Media potrafią wyrządzić poważną szkodę rodzinom, prezentując niewłaściwą, a nawet wypaczoną wizję życia, rodziny, religii i moralności. Nabywając „kulturowe aids”, rodziny stają się bezbronne wobec lansowanej „kultury arodzinnej”, w której nie ma już miejsca na tradycyjny model rodziny. Warto o tym wiedzieć, trwając kolejną godzinę przed swoim ukochanym ekranem (telewizyjnym, komputerowym czy komórkowym).

 |---------------------------

Zadawanie bólu najbliższym

  

środa, 14 maja 2008

Coraz częściej słyszy się o różnych dramatach, które dotykają ludzi w ich własnym domu. Jakże często widać zarówno u dorosłych, a także i u dzieci, że w ich rodzinie nie dzieje się dobrze. Powstaje więc pytanie, jak to możliwe, że tak niedawno ktoś był oddany bez reszty dla drugiej osoby, a teraz ją rani?

Wydaje mi się, że przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w braku troski o wzajemny szacunek i uczciwość. To, że jesteśmy rodziną, nie oznacza, że będziemy z tego powodu zawsze w stosunku do siebie lojalni, wyrozumiali. Takie postawy trzeba wypracowywać, a potem pielęgnować. To nie jest jednorazowy akt, w którym wyznając miłość, cała przyszłość jest „załatwiona”. To raczej trud współistnienia.

Ponadto rodzinne dramaty biorą się także z braku postawy dialogicznej. Człowiek potrzebuje ciągłego otwierania się na drugiego. Kiedy zacznie monologować przestaje słyszeć drugiego. A wtedy nie ma szans na współodczuwanie. W końcu coraz bardziej oddala się, a nawet rani najbliższych.

I jest jeszcze jeden ważny aspekt owego ranienia innych. Jest nim egoizm, który nie pozwala popatrzeć na innych przez pryzmat ich potrzeb. Niestety, dla wielu całe ich życie polega tylko na spełnianiu zachcianek i humorów. Mikołaj Gogol napisał, że „gdyby ludzie byli mądrzejsi, nie byłoby wcale egoistów”. Mądrość życiowa powinna sugerować człowiekowi, aby myślał w kategoriach „my”. Problem w tym, że wielu nie chce owej mądrości.

Zasugerowane powyżej postawy nie są łatwe, lecz z pewnością możliwe. Może o tym świadczyć pewien list wdowy, która pisze do swojego zmarłego męża w sposób przejmujący: Mój kochany. Nie zawsze było pięknie i zgodnie. Nie zawsze wszystko było tak, jak sobie wymarzyliśmy. Ale zawsze byłam pewna, że mnie kochasz. Wiem, że mi tego już nie powiesz. Wiem, że nie zobaczę twoich oczu, które mówią: dobrze, że jesteś. Wiem, że mnie już nie pocałujesz na dobranoc. Wiem, że nie będziesz się codziennie o mnie martwił. Wiem, że pozostanie po Tobie wielka pustka. Wiem też, że wiele nie zdążyliśmy sobie wzajemnie powiedzieć. Dużo się w swoim życiu nacierpiałeś. Ciągle widzę Twoją twarz pełną bólu. Chcę Ci powiedzieć w tym pożegnalnym liście: żegnaj, a właściwie: do zobaczenia. Kocham Cię i nie zapomnę Ciebie. Zawsze zostaniesz w mojej pamięci! A nasze dzieci i wnuki będą mi przypominać wszystkie chwile, w których wspólnie staraliśmy się, aby były szczęśliwe…

Czyż nie jest to piękne świadectwo tego, że choć w życiu jest wiele zakrętów, to jednak można ze sobą być tak, aby za dużo nie ranić! Jednak, by tak się stało, trzeba dbać o miłość?

 |---------------------------

"Być na topie"

  

sobota, 17 maja 2008

Co oznacza „być na topie”? Jest to – jak pisze A. Gołębiewska – połączenie polskiego frazeologizmu być na szczycie z angielskim being on the top. „Być na topie”, mimo że zawiera w sobie część znaczenia być na szczycie – czyli osiągnąć sukces, rozszerzyło swój zakres znaczeniowy. Obecnie „być na topie” to także być bardzo popularnym i coraz częściej jest używane wyłącznie w tym znaczeniu. Czy jednak zawsze musi to mieć jakieś zabarwienie dwuznaczne?

Można „być na topie”, ale trzeba pamiętać o kilku zasadach. Pierwszą z nich jest świadomość własnej godności. Nie można starać się o popularność, zapominając jednocześnie o tym, kim się jest. Godność osoby ludzkiej wymaga od człowieka umiejętności dokonywania wyborów, które nie poniżają. Nie można zapominać, że pewne zachowania, postawy czy słowa powinni człowieka afirmować, a nie deprecjonować.

Drugą zasadą bycia bezpiecznie na topie jest odpowiednia hierarchia wartości. Trzeba pamiętać, że zachwiana hierarchia wartości prowadzi człowieka do zagubienia się w zakresie odnoszonych proporcji, poczucia znaczenia i sensowności życia. To z kolei sprawia, że czyni się coś za wszelką cenę.

Trzecią zasadą jest umiejętność i chęć dostrzegania innych. „Bycie na topie” nie może odbywać się kosztem innych. Drugi człowiek nie może być traktowany instrumentalnie, jako środek do zdobycia popularności. Wcześniej czy później powstanie ogromny obszar krzywdy ludzkiej, w której człowiek traktowany jest jako rzecz a nie osoba.

Czwartą zasadą jest wierność własnej tożsamości. Nie można w imię popularności łamać własnych zasad, poczucia wartości czy przywiązania do pewnych postaw wynikających z własnej osobowości. Wierność sobie jest ważnym czynnikiem bezpiecznego otwarcia się na popularność.

Piątą zasadą bezpiecznego „bycia na topie” jest motywacja. Warto zadawać sobie pytanie dlaczego chce być popularny; dlaczego chcę być trendy? Jeśli jest to tylko próżność i szukanie zaspokojenia nienasyconych potrzeb, to budzi taka postawa duży niepokój.

Albert Einstein napisał przed laty, że „to dziwne być tak powszechnie znanym, a zarazem tak samotnym. Faktem jest jednak, że ten rodzaj popularności (...) zmusza swoją ofiarę do przybrania postawy defensywnej, co prowadzi do poczucia izolacji”. I rzeczywiście, „bycie na topie” może generować samotność. Warto więc zastanowić się nad tym, czy warto powiększać w sobie pragnienie bycia popularnym, bycia trendy. Ciągła gonitwa za owym byciem, przysłania to, co najważniejsze: postawy bycia dla Kogoś!

 |---------------------------

Raniąca pycha

  

wtorek, 20 maja 2008

Istnieje takie ciekawe opowiadanie, które dobrze charakteryzuje rzeczywistość, którą chcę opisać. Otóż pewien chłopiec chciał przesunąć o kilkadziesiąt centymetrów dosyć duży kamień. Mocował się z nim biedak ładnych parę godzin, próbował wszelkich sposobów, ale wszystko na nic: kamień ani drgnął. Zrezygnowany i zły przyszedł się wyżalić przed ojcem. - Mówisz, że wyczerpałeś naprawdę wszystkie sposoby - powątpiewał ojciec. - Naturalnie - odparł młodzian. - O, nie - stwierdził spokojnie ojciec - nie próbowałeś jeszcze jednej możliwości: nie prosiłeś mnie o pomoc!

Oczywiście, różnie można interpretować owo przesłanie zawarte w opowiadaniu. Jedna z możliwych interpretacji dotyczy samodzielności. Kiedy jest ona przesycona pychą i zarozumiałością, prowadzi w konsekwencji do bezsilności. Niestety w obecnych czasach rzeczonej pychy jest coraz więcej. Przybiera ona rożne kształty. Niezależnie od tego, jak się ona przejawia, zawsze mamy do czynienia z jakimś zranieniem. Człowiek zarozumiały nie daje przecież poczucia bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, staje się toksyczny, przytłaczający czy wręcz zniechęcający.

Pycha ogarnia coraz więcej osób, bowiem jest ona sposobem na życie. Przebojowość, bezczelność, zarozumiałość – to cechy, które pozwalają niejednokrotnie odnieść sukces. Nie liczy się wtedy drugi człowiek, jego uczucia, pragnienia, system wartości. Pycha zabija wrażliwość. Człowiek pyszny stawia siebie samego w centrum własnej uwagi. Pycha wkrada się we wszystkie zakamarki stosunków międzyludzkich, niweczy porozumienie w przyjaźni, nie pozwala przyjąć rady, uniemożliwia przyznanie się do błędu czy niewiedzy.

Monteskiusz napisał kiedyś, że „pycha jest zwierciadłem, które zawsze schlebia: pomniejsza nasze wady, powiększa nasze cnoty”. Można więc powiedzieć, że człowiek pyszny ma coraz większy kłopot z własną, adekwatną oceną. Patrzy na siebie poprzez pryzmat urojonej wielkości, porównując się do innych tak, aby wyjść jak najkorzystniej. Jest o wiec droga zakłamania i oszukiwania siebie i drugiego!

Jak więc widać człowiek pyszny rani zarówno innych, jak i siebie. Trzeba więc pamiętać o słowach Umberto Eco: „Skoro tak niewiele wystarczyło zbuntowanym aniołom, by zmienić żar uwielbienia i pokory w żar pychy i buntu, cóż powiedzieć o istocie ludzkiej”?

 |---------------------------

Prawdy człowieka pokornego

  

piątek, 23 maja 2008

Mówiąc o pokorze warto sięgnąć do mądrości, która została spisana przez wielkich tego świata. Z nich to można wyciągnąć kilka zasad pomagających w stawaniu się człowiekiem pokornym.

1. Pokora nie jest słabością, ale wielką potęgą człowieka, dlatego, że miłość jest potęgą (ks. J. Twardowski). Aby być pokornym trzeba sobie uświadomić, iż jest to zaleta, a nie wada. Nie stanie się to jednak nigdy, jeśli pokora nie będzie przeniknięta miłością obdarzającą.

2. Pokora jest fundamentem życia duchowego, bo stanowi jego początek (B. Hume). Człowiek pokorny jest bogaty duchowo. Stąd też pogłębienie wewnętrzne, walka w wewnętrzną pustką prowadzi do postawy pokornej.

3. Pokora jest pewnym stosunkiem duszy do czasu. To zgoda na czekanie (S. Weil). Cierpliwość jest drogą do pokory. Umiejętność cierpliwego oczekiwania uczy pokory. Niecierpliwość w wielu przypadkach prowadzi do pychy.

4. Pokora otwiera spojrzenie duchowe na wszystkie wartości świata. Ona, która zakłada, że nie ma zasługi, a wszystko jest darem i cudem, powoduje, że człowiek wszystko zdobywa. Pokorny - staje się natychmiast duchowym bogaczem (M. Scheller). Umiejętność dostrzegania piękna, wyższych wartości odkrywa przed człowiekiem świat, którym należy się zachwycić. Ów zachwyt prowadzi do pokornej wdzięczności za to odkrycie.

5. Nie powinniśmy pojmować pokory jako cnoty, którą można nabyć samemu poprzez „upokarzanie się” i poniżanie (A. Grün). Pokora nie polega na „podstawianiu się”, a raczej na umiejętności przyjęcia tych upokorzeń z godnością.

6. Pokora rodzi olbrzymów (G. Chesterton). Pokora niesie ze sobą wielkość wynikającą z umiejętności przekraczania siebie, swoich ograniczeń i niedoskonałości.

7. W jednym tylko przypadku rada nie zawadzi: W jakim? - Gdy się pokora u mądrości radzi (A. Mickiewicz). Umiejętność i chęć dopuszczenia do swoich decyzji innych jest drogą prowadzącą do pokory!

8. Służenie innym bez uczucia pokory jest jedynie zaspokajaniem egoizmu: zapatrzeniem się wyłącznie we własną osobę (M. Gandhi). W kontakcie z drugim człowiekiem, intencja bycia dla niego po to, aby był choć trochę szczęśliwszy jest postawą pokorną.

 |---------------------------

Chciwość, która zniewala

  

środa, 28 maja 2008

Można chyba powiedzieć, że współczesne czasy przeniknięte konsumpcjonizmem sprzyjają powstawaniu chciwości. Gandhi pisał przed laty, że „ziemia jest w stanie zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi, nie jest jednak w stanie zaspokoić ich chciwości”. I rzeczywiście jest coś w człowieku, co powoduje, że przeżywa wewnętrzny syndrom posiadania za mało, syndrom braku. Chciwość jest pewną postawą życiową, która ma swoje korzenie w postawie pychy, co więcej, sama w sobie jest jednym z jej przejawów. Chciwość to przecież nieodparta i nieuporządkowana chęć posiadania, która w konsekwencji zagraża człowieczeństwu. Człowiek chciwy patrzy na drugiego przez pryzmat dóbr! A skąd się bierze taka tendencja?

Wydaje mi się, że jest to objaw braku posiadania w sobie mechanizmów obronnych. Takim mechanizmem jest radość z małych, drobnych rzeczy. Ktoś, kto nie potrafi cieszyć się drobiazgami, w konsekwencji żyje w perspektywie: mam za mało. A wtedy powstaje pokusa gromadzenia, porównywania się i stwierdzania, że można mieć więcej. Chciwość staje się wtedy zasadniczą postawą życiową, w której nic oprócz posiadania nie liczy się. Trzeba też pamiętać, że chciwość nie musi dotyczyć dóbr materialnych. Można być chciwy w dziedzinie posiadania sławy czy autorytetu. Jest to nieustanna pogoń za znaczeniem. Oczywiście często chciwość świetnie „ubiera się w pozory”, kamuflując prawdziwe oblicze człowieka. Mówi się przecież: dążyć do wielkości to nie jest przestępstwo, dążyć do lepszego statusu jest obowiązkiem człowieka. Jest jednak jedno, „ale”: jakim kosztem?

Jest też inny mechanizm obronny, jakim jest ukształtowana, odpowiednia hierarchia wartości, w której umiarkowanie zajmuje wysoką pozycję. Bycie człowiekiem umiarkowanym oznacza umiejętność dokonywania wyborów, które nie są nastawione na maksymalne zyski. Nieraz przecież warto z czegoś zrezygnować (np. z większego zarobku) w imię wyższych wartości. Człowiek, który w oczach widzi przede wszystkim pieniądze, nie zobaczy nigdy drugiego człowieka, który potrzebuje chociażby więcej poświęconego mu czasu.

Istnieje jeszcze jeden ważny mechanizm obronny wobec chciwości. Jest nim kształtowanie w sobie postawy miłości. Jeśli się prawdziwe kocha, to posiadanie schodzi na dalszy plan, bowiem liczy się trwanie, obecność, otwartość! Warto o tym pamiętać, gdy zaczniemy niepokojąco zwracać się w stronę mieć. Trzeba wtedy szybko na nowo ustawić wartości w swoim życiu, mimo że inni będą mówić: jesteś nienowoczesny!

 |---------------------------

Hojność, która ubogaca

  

sobota, 31 maja 2008

Bycie człowiekiem hojnym nie jest zarezerwowane dla ludzi bogatych materialnie. Hojność to postawa ludzi bogatych duchowo. Nie chodzi przecież, aby dawać bardzo dużo, ale żeby dawać odpowiednio! J. de La Bruyere napisał, że „hojność polega nie na tym, by dawać dużo, ale na tym, by dawać w odpowiedniej chwili”. Jest to więc postawa dostrzegania innych i chęć obdarowywania. Oczywiście nie jest to proste i dlatego wymaga pewnych warunków.

Niewątpliwie pierwszym warunkiem hojności jest umiejętność dzielenia się tym, co się posiada. Dystans do dóbr materialnych umożliwia człowiekowi dostrzeganie drugiego człowieka. To z kolei zmniejsza egoizm, który jest w każdym z nas. Chodzi więc o bycie coraz bardziej człowiekiem. Hanna Malewska w powieści historycznej Przemija postać świata przedstawia ostatnie lata istnienia cesarstwa rzymskiego w czasach panowania Justyniana, w V wieku. Jednym z bohaterów „gockiej epopei” jest Kasjodor, Rzymianin, wszechwładny minister króla Gotów, Teodoryka. W obliczu schyłku cywilizacji stawia on sobie za cel ratowanie skarbów kultury. W swojej posiadłości w Vivarium gromadzi skrybów z całej Italii, kupuje drogocenne dzieła i troszczy się o ich przepisywanie. W tej właśnie powieści zapisana jest wzruszająca scena, w której Kasjodor u schyłku swego życia przyszedł na salę, gdzie pracowali skrybowie. 93-letni „ostatni” Rzymianin zauważył na stole resztki jakiegoś spalonego foliału, wziął je z czcią, podszedł bliżej okna i odczytał jedyne zdanie uratowane z całej księgi: Jak piękny jest człowiek, kiedy jest człowiekiem. Po przeczytaniu tych słów starzec zapłakał. Ta jakże wymowna scena ma wyraźne odniesienie do czasów współczesnych, kiedy zawrotny postęp cywilizacyjny odczłowiecza coraz większą liczbę ludzi! Hojność jest drogą do pozostania człowiekiem.

Drugim warunkiem bycia człowiekiem hojnym jest czuwanie, aby nie dać się pochłonąć stereotypowemu myśleniu oraz obliczaniu. W 1983 roku mówił w Częstochowie „Czuwam, to znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdają się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni. (…) Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. (…) Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego, to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność”. Człowiek hojny czuwa, aby nie pozostać na etapie myślenia tylko o sobie.

 |---------------------------

wtorek, 7 lutego 2012 

Ostatnio dodane

  Kierownictwo duchowe (1)
 dodane: 06.02.2012
  Moje możliwości
 dodane: 04.02.2012
  Kamieński Bartłomiej
 dodane: 02.02.2012

Mastalski w radiu

Rozmowy z ks. prof. Januszem Mastalskim emitowane w Radio Bonus w każdą środę o godz. 20.15.
  archiwum rozmów

Radio Bonus

Najnowszy tekst w zamyśleniach:

  Światowy dzień walki z rakiem
 dodany: 01.02.2012

inne w archiwum zamyśleń:

rok: 2012 r., miesiące:
1 2

rok: 2011 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

rok: 2010 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 9 10 11 12

rok: 2009 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 9 10 11 12

rok: 2008 r., miesiące:
1 2 3 4 5 6 8 9 10 11 12

rok: 2007 r., miesiące:
10 11 12

w refleksjach pedagogicznych:

  Zasady edukacyjne na katechezie (7)
 dodany: 27.01.2012

w dla samotnych:

  Kierownictwo duchowe (1)
 dodany: 06.02.2012

w dziale problemy wychowawcze:

  Obraz Boga Ojca a wychowanie
 dodany: 31.01.2012

i leksykonie:

  Kamieński Bartłomiej
 dodany: 02.02.2012

Statystyki serwisu

Ilość stron w serwisie:
960
Ostatnia umieszczona:
Kierownictwo duchowe (1)

dodana: 06.02.2012

Ilość wpisów w księdze gości:

259

ostatni wpisany:
2011-11-06 23:08:54