Archiwum wpisów w blogu w maju 2010
Tęsknota
środa, 05 maja 2010
Chcę dziś zająć się niepokojącym zjawiskiem dotykającym współczesną rodzinę. Maj jest przecież miesiącem zakochanych, a miłość małżeńska i rodzinna przeżywa kryzys. Niestety, istnieje coraz więcej domów, w których nie chce się żyć. Istnieją też rodziny, gdzie można spotkać eurosieroty. Nie sprzyja to więziom, które codziennie powinny być pogłębiane. Oto przykład:
Dłuższe rozstanie niejednokrotnie jest sprawdzianem miłości małżeńskiej. Mąż przebywający za oceanem pisze list do żony, w którym chce wypróbować stałość jej uczuć. W liście tym donosi, że po tragicznym wypadku amputowano mu nogę i obcięto rękę do łokcia. Leży w szpitalu i jest kaleką. Nie chce być dla niej ciężarem, więc może się uważać za wolną. Prosi tylko, by mu odpisała, jak się chowa i czuje ich jedyna córeczka, Zosia. Żona odpisała: „Na pielęgniarkę nie jestem stworzona. Zostań w szpitalu. Twoja młoda żona chce żyć - niech los oszczędzi ci cierpienia. „ Dziecko jednak skrycie dopisało: „Wracaj do domu tato, bo bez ciebie - jest mi bardzo smutno. Mama się cieszy i chce mi dać nowego papę, ale ja ukradkiem modlę się do Boga. „Dziesięcioletnia dziewczynka, tak jak umiała napisała wiersz do swojego ojca. „Przyjeżdżaj zaraz. Ja nie taka mała Będę Cię codzień na spacer woziła, Będę Ci włosy czesała, twarz myła,
I bardzo mocno będę Cię tuliła.
Narwę Ci kwiatków, będę Ci czytała.
Serce me będzie szczęśliwe jak w niebie, Gdy choć jedną ręką przytulisz do siebie. Tylko przyjeżdżaj, wyjdę Cię przywitać„
Ojciec pewnego dnia przyjechał. Córka czekała już na peronie. I patrzy zdziwiona – ojciec jest cały i zdrowy. Pyta o mamę. Dziecko odpowiada: „Mama na spacerze śmieje się i raduje, nowego tatę dać mi obiecuje.” Ojciec płacze i chce dziecko odprowadzić do matki, lecz córka szepce: „Nie, tato, ja chcę z Tobą.
To wstrząsające świadectwo jest przestrogą dla wielu. Symptomy obecnego
kryzysu rodziny można dostrzec w wielu obszarach. Zmieniają się wzory funkcjonowania rodziny. Następuje opóźnianie decyzji zawarcia małżeństwa i rodzenia pierwszego dziecka. Niepokojący jest fakt wzrostu liczby nieformalnych związków, a także rosnąca liczba urodzeń pozamałżeńskich, jak również zanik podziału ról związanych z płcią. Niestety, najczęstszą ofiarą tych zjawisk jest dziecko. Napisano już wiele tekstów na ten temat. A problem z roku na rok sie pogłębia? Dlaczego? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. A może chodzi właśnie o źle pojmowaną miłość?
|---------------------------
Przedszkolne zamyślenia
środa, 12 maja 2010
A dziś trochę „narcyzmu”. Przed ponad dwoma laty udzieliłem mini wywiadu dla „Bliżej Przedszkola”. Oto fragmenty tego spotkania z panią A. Tondos.
Jakie są Księdza wspomnienia z przedszkola?
W przedszkolu byłem zarówno w grupie „maluchów”, jak i „starszaków”. Jednak moje wspomnienia z tamtego okresu nie są najlepsze. Chodziłem do przedszkola państwowego, w którym było mnóstwo dzieci. Panie nauczycielki nie widziały wielu zachowań, które teraz, z perspektywy czasu, można nazwać patologicznymi. Ponadto we znaki dawało mi się „leżakowanie”. Przymusowe spanie było koszmarem. Pamiętam, że szczególnie trudny był czas po obiedzie, ponieważ czekałem wtedy na rodziców, którzy mnie odbierali. Pamiętam też pierwsze fascynacje koleżankami, które mi się podobały. Był to piękny czas niewinnych marzeń i sympatycznych zabaw.
W swoich artykułach bardzo dużo uwagi poświęca Ksiądz dziecku. Dlaczego tak ważne miejsce w tych rozważaniach zajmuje właśnie dziecko?
Rzeczywiście, w swoich artykułach i pracy naukowej poświęcam dużo czasu dziecku. W moim przekonaniu jest to najistotniejszy okres rozwojowy człowieka. Twarz dorosłego to konsekwencja dzieciństwa. W człowieku dorosłym bardzo dużo jest z dziecka. Dlatego też w dużej mierze właśnie okres przedszkolny i wczesnoszkolny decyduje o kształcie młodości i dorosłości. Wydaje mi się, że obecnie za mało mówi się o problematyce dziecięcej. A przecież dziecko to sens życia rodziców, to jednocześnie wyzwanie i zadanie dla placówek opiekuńczo-wychowawczych.
We współczesnej cywilizacji konsumpcyjnej można zaobserwować bardzo niebezpieczną tendencję. Otóż coraz częściej preferowany jest źle pojęty pajdocentryzm, w którym z dziecka zdejmuje się wszelką odpowiedzialność za sposób zachowania, przyznając mu nieograniczoną wolność. Z drugiej strony powiększa się odsetek dzieci maltretowanych, zaniedbanych, a więc niekochanych. W moich artykułach i książkach próbuję, poprzez odkrywanie różnego rodzaju patologii, z tymi tendencjami walczyć.
Jakże często wychowawcy nie zdają sobie sprawy z toksyczności swojego postępowania. Dziecko niezrozumiane, wyręczane czy rozpieszczane staje się stopniowo „inwalidą życiowym”. W konsekwencji powstaje nowa „jakość” człowieka dorosłego: bezbronny, nieprzystosowany i niedojrzały dorosły, choć nadal dziecko. Niestety za mało się o tym mówi.
Warto też podkreślić, że dla pedagoga tematyka ogniskująca się wokół dziecka jest bardzo wdzięczna, bowiem dotyczy zarówno teraźniejszości człowieka, jak i jego przyszłości. Jest to zatem „rzeźbienie” człowieczeństwa, które tak bardzo jest poniewierane w ostatnich dekadach. Pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna to szczególnie ważny i delikatny obszar oddziaływań wychowawczych. Nie każdy do tego się nadaje, o czym trzeba pamiętać, chociażby przy przyjmowaniu kandydatów na tego typu studia.
Co to znaczy „wychowywać”? Czy dzisiaj możemy mówić o odpowiedzialnym podejściu do wychowywania dziecka?
Jest to bardzo trudne pytanie, bowiem proces wychowania przeżywa w obecnych czasach bardzo poważny kryzys. Wielu tzw. antypedagogów twierdzi, że wychowanie to swoistego rodzaju przemoc i dlatego wyrzuca ze słownika pedagogicznego ten termin. Z drugiej strony tradycyjny model wychowania nie zdaje egzaminu. Kształtowanie nawyków poprzez nagradzanie i karanie nie wystarcza na ukształtowanie dojrzałego człowieka.
Można oczywiście pokusić się o definicję wychowania. W moim przekonaniu jest to intencjonalne wspieranie integralnego rozwoju człowieka w celu stawania się bardziej człowiekiem. Chodzi więc o pewien postęp w wielu obszarach rozwojowych, takich jak ciało, psychika, emocje, duchowość itp. Współczesne wychowanie musi być niejako „zaktualizowane” do potrzeb współczesnego człowieka. W dobie globalizmu, konsumpcjonizmu i medialnego szumu wychowanie musi być procesem porządkującym i wyposażającym dziecko w różnego rodzaju kompetencje umożliwiające twórczą egzystencję w społeczeństwie. Chcę w tym miejscu zaznaczyć, że niezastąpionym środowiskiem wychowawczym jest rodzina, która tak często jest marginalizowana chociażby w różnego rodzaju ustawach.
Pyta Pani o odpowiedzialne podejście do wychowania dziecka. Wydaje mi się, że współczesny rodzic, ale i nauczyciel, nadal intuicyjnie podchodzą do wychowania. W wielu przypadkach są stosowane eksperymentalne metody wychowawcze, albo spontaniczne reakcje, które nie mają nic wspólnego z intencjonalnym, systematycznym i przemyślanym oddziaływaniem wychowawczym. Jestem przekonany, że w procesie wychowawczym bardzo potrzebny jest mistrz. Powinien nim być rodzic, a także wychowawca przedszkolny czy szkolny.
Co to znaczy „rozumieć dziecko”? Reagować na jego zachowanie, słowa, potrzeby? Obserwować? Przeżywać razem z nim czy dawać prawo do przeżywania?
„Rozumieć dziecko” to przede wszystkim umiejętność spotkania się z nim. Tylko spotkanie, a więc przestrzeń, w której chcemy ze sobą nawiązać kontakt, jest drogą do zrozumienia dziecka. Spotkanie zakłada dialog, ale przede wszystkim poświęcony czas. Ważną rolę w zrozumieniu dziecka odgrywa obecność. Nie ma tak naprawdę wejścia w świat dziecka bez obecności. A obecność to rzeczywiście reagowanie na potrzeby, empatia, wyrozumiałość itd. Ważne jest też otwieranie się na autentyczne uczucia dziecka. Chodzi o to, aby nie tłumić spontanicznych reakcji. Wychowanek nie może się nauczyć, że najważniejsze jego zadanie, to „granie” roli dziecka spełniającego oczekiwania dorosłego. Jest to początek utraty poczucia bezpieczeństwa.
Ponadto „rozumieć dziecko” oznacza także „rozumieć siebie”. W każdym z nas jest wiele z dziecka. Dlatego też wychowawca, który potrafi pokonać w sobie uprzedzenia, stereotypy, nagle zobaczy w sobie dziecko pełne prostoty i spontaniczności. W ten sposób stanie się bliższy dziecku, któremu pomaga w rozwoju.
|---------------------------
Samotność współczesnego nastolatka
wtorek, 18 maja 2010
A dziś kontynuacja owego „narcyzmu”. Przed dwoma laty udzieliłem mini wywiadu dla „Niedzieli” (38/2008). Oto jego szczegóły.
Andrzej Jaśkowiec: – Jaka jest współczesna młodzież?
Ks. Janusz Mastalski: – Młodzież jest taka, jakie są rodziny, w których się ta młodzież wychowuje. Gdybym miał określić współczesną młodzież, to powiedziałbym, że jest to młodzież o ogromnych możliwościach i bardzo kreatywna – a z drugiej strony bardzo zagubiona, wręcz samotna. Współczesny młody człowiek, który porusza się w gąszczu różnorodnych bodźców, ma coraz mniejszą możliwość obiektywnego, dobrego wyboru.
Nigdy się nie zgodzę ze stwierdzeniem, że współczesna młodzież jest zła. Wręcz przeciwnie, uważam, że ma bardzo wiele ideałów. Niestety, często brakuje kogoś, kto by ją wsparł w życiowych wyborach. Młody człowiek coraz głośniej woła: „Niech ktoś pomoże mi się zrealizować!”
A.J. – Swoją książkę zatytułował Ksiądz „Samotność globalnego nastolatka”. Czy w dobie Internetu, telefonów komórkowych, wirtualnych społeczności można mówić o samotności młodego człowieka?
J.M. – Samotność, to poczucie wyizolowania w środowisku, w którym się przebywa. Samotność, to problem w podejmowaniu decyzji. Samotność wreszcie, to nieumiejętność radzenia sobie z zagrożeniami i nałogami. Samotność bierze się stąd, że coraz częściej kontakt wirtualny zastępuje kontakt realny. Ktoś, kto kilka godzin dziennie spędza przed komputerem w Internecie, nie ma czasu i możliwości rozmawiania ze swoimi najbliższymi. Typowym przykładem tego, że współczesny młody człowiek nie ma komu opowiedzieć o swoich problemach, czym żyje i jakich dokonuje wyborów, są blogi młodzieżowe (pamiętniki internetowe).
A.J. - Kogo zatem najbardziej brakuje młodym ludziom?
J.M. – Brakuje im przede wszystkim nietoksycznych rodziców. Rodzice często są nieobecni psychicznie i emocjonalnie. Oni fizycznie funkcjonują, natomiast są nieobecni dla młodego człowieka. Często powielają stereotypy – patrzą na młodego człowieka przez pryzmat własnych pragnień, nie biorąc pod uwagę, że jednak dzieli ich 20-, 30 lat. Inny rodzaj, to tacy, którzy zupełnie nie przejmują się dziećmi. W Polsce dramatycznie rośnie zjawisko „eurosierot”. Jest wiele domów, gdzie dziadkowie wychowują wnuki, bo rodzice wyjechali za granicę, za chlebem.
A.J. - – Czy zatem problem tkwi w rodzinach?
J.M. – Nie twierdzę, że rodzina jest jedynym źródłem dramatów młodzieży, ale komuś, kto był wychowany w świecie wartości, łatwiej jest się obronić przed zalewającą nas popkulturą.
A.J. – Jakie wobec tego zadania stoją przed rodziną?
J.M. – Należy młodym ludziom stawiać wymagania! Dyskretnie kontrolować i selekcjonować bodźce, które docierają do dziecka. Tam, gdzie stawia się na bezkrytyczne samowychowanie młodego człowieka, tam gdzie nie ma wymagań i kontroli, tam jest chaos w dochodzeniu do dorosłości. Szalenie ważna jest miłość! Rodzic, który kocha dziecko musi przy nim być, dawać przykład. Musi być jednoznaczny! Dobry rodzic wymaga od dziecka, ale najpierw wymaga od siebie!
A.J. – W swojej książce stawia Ksiądz tezę, że szkoła jest przywilejem, który młodzież odrzuca. Dla naszych rodziców, dziadków wykształcenie było wielką wartością! Dlaczego współcześnie szkoła jest odrzucana?
J.M. – To pytanie o to, czym powinna być szkoła? Czy to tylko miejsce wtłaczania wiedzy, czy też to miejsce zdobywania mądrości? Mądrość zdobywa się przez własne błędy, własną twórczość, przez oddziaływanie wychowawcze. Niestety, w polskiej szkole wciąż mamy do czynienia z encyklopedyzmem, ogromną ilością wtłaczanej wiedzy. Najważniejsze jest posiadanie wykształcenia – czyli posiadanie dyplomu ukończenia szkoły. Szkoła jest tylko miejscem przetrwania! Ponadto czas spędzany w szkole w porównaniu z czasem spędzanym w świecie wirtualnym wypada blado, bo w szkole jest nudniej! Niechęć do szkoły wzbudzają ciągłe eksperymenty edukacyjne. Spada autorytet nauczyciela…
A.J. – Co, zdaniem Księdza, najbardziej zagraża współczesnej młodzieży?
J.M. – Brak mądrości w korzystaniu ze zdobyczy cywilizacyjnych – czyli uzależnienie od muzyki, od telefonów komórkowych, to problem nadmiernej konsumpcji, uzależnienia od mody. Istnieje bardzo wiele takich przestrzeni, gdzie brakuje zwykłej mądrości i roztropności. Jest wiele różnych zdobyczy cywilizacyjnych, które używane nadmiernie, stają się toksyczne. Ogromnym zagrożeniem jest psychobójstwo idące w parze z wyrywaniem duchowości. Mówi się o duchowości globalnej – o duchowości odartej z sacrum. Zamiast do Kościoła ludzie idą do hipermarketu. Zamiast patrzeć na Tabernakulum – patrzą w ekran telewizyjny …
Jeśli natomiast ktoś opiera swoje życie na wartościach chrześcijańskich – jest zdrowszy psychicznie, fizycznie i duchowo! Łatwiej mu dążyć do wyznaczonych sobie pięknych celów. W poczuciu bycia samotnym jest to niemożliwe.
|---------------------------
Grzechy ludzkości
wtorek, 25 maja 2010
Dziś proponuję pewną refleksję (dość smutną) na temat kondycji współczesnej cywilizacji. Oto tekst podrzucony mi przez Internautę. Poniższe grzechy ludzkości nie napawają optymizmem, choć mocno pobudzają do zatrzymania się i pomyślenia: co ja mogę w tej sytuacji zrobić?
1. Przeludnienie świata, które każdego z osobna, zmusza do zabezpieczania się w sposób prawie „nieludzki” i które wskutek stłoczenia ludzi w jednym ciasnym miejscu pobudza do nerwowej agresywności.
2. Niszczenie naturalnej przestrzeni życiowej, nie tylko tej zewnętrznej otaczającego nas świata, ale również tej wewnętrznej w samym człowieku, którą jest poszanowanie oraz cześć wobec piękna i wielkości istniejącego ponad nim wszechstworzenia z jego prawami.
3. Wyścig ludzkości z samą sobą, który mimo postępu techniki czyni ludzi ślepymi na prawdziwe wartości i rabuje im czas na refleksje nad prawdziwą ludzką działalnością.
4. Zanik silniejszych uczuć. Postęp technologii i farmakologii powoduje wzrastającą intolerancję wobec wszystkiego, co nieprzyjemne. Maleje zdolność człowieka do przeżywania tej radości, którą daje jedynie twardy wysiłek przy przezwyciężaniu trudności.
5. Brak pozytywnych wzorców. Nie ma, poza niektórymi zachowanymi tradycjami żadnych czynników, które by wywierały wpływ na rozwój i zachowanie pozytywnych norm i postaw życiowych.
6. Zerwanie z tradycją. Młode pokolenia nie mogą się porozumieć ze starszymi. Przyczyna tkwi w głęboko zachwianych stosunkach rodzinnych, słabych kontaktach między rodzicami i dziećmi.
7. Potęguje się siła wpajania przekonań. Coraz większa liczba ludzi zjednoczonych w jednej grupie wywiera przy pomocy coraz doskonalszych środków przekazu wpływ na opinię publiczną. Już dziś się zdarza, że osobowość, która świadomie separuje się od wpływów środków przekazu, np. telewizji, uważana jest za osobnika nienormalnego. Walka z indywidualnymi poglądami jest celem tych, którzy manipulują ludzkimi masami. Pomagają im w tym badania opinii publicznej, technika reklamy i odpowiednio sterowana moda.
8. Zbrojenia, wzrost broni atomowej i wojny zagrażają ludzkości i stwarzają niebezpieczeństwa, których jednak łatwiej jest uniknąć, niż tych, które wypływają z siedmiu powyższych zagrożeń świata.
No i cóż, chyba smutna refleksja. Chciałbym jednak dodać jeszcze jedną. Największy grzech ludzkości polega na braku poszanowania wypracowanych przez wieki sposobów realizacji siebie. Rodzina staje się obszarem manipulacji. I to jest bardzo niepokojące!
