Archiwum wpisów w blogu w lipcu 2011
Wakacyjne ramotki (1)
wtorek, 05 lipca 2011
Zapraszam do krótkich refleksji wakacyjnych, które będę umieszczał w lipcu i sierpniu. Odpowiadam w ten sposób na prośbę wielu moich DROGICH INTERNAUTÓW, którzy apelowali, aby strona w miesiące wakacyjne była aktywna.
A na dobry początek warto napisać klika słów na temat odpoczynku. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach, gdzie coraz bardziej zwiększa się tempo życia, jednocześnie zmniejsza się umiejętność spędzania wolnego czasu. Dla wielu odpoczynek jawi się jako dość ekstremalne wyzwanie. W zabieganiu, pierwsza myśl o odpoczynku dotyczy bezczynności. W konsekwencji następuje niebezpieczne przesunięcie w kierunku gwałtownej zmiany stylu życia. Pozostaje to nie bez wpływu na zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż odpoczynek domaga się jakiejś logiki. Inaczej mówiąc, istnieje potrzeba integralnego wypoczynku, który zapewni spójną regenerację sił zarówno fizycznych, psychicznych, jak i duchowych. Jak to uczynić?
Istotnym elementem takiego odpoczynku jest zastosowanie kilku środków kojących nadwyrężone siły. Do takich środków można zaliczyć: ciszę, muzykę, rekreację, książkę, film, spotkania z najbliższymi czy przyjaciółmi, odpowiednią dietę, modlitwę lub medytację. U progu wakacji przemyślany odpoczynek jest gwarantem udanych chwil wolnych. Jednocześnie niesie ze sobą realne szanse efektywnej pracy powakacyjnej.
Może więc warto zweryfikować własne plany, a nawet nawyki. Toksyczne sposoby spędzania wolnego czasu sprawiają przecież, że człowiek czuje się jeszcze bardziej zmęczony. Zachęcam wszystkich, aby przyglądnęli się wakacyjnym planom. Czy rzeczywiście pozwolą one na integralny odpoczynek?
Na koniec, gwoli zachęty krótki cytat z wypowiedzi Winstona Churchilla: nie biegaj, gdy możesz stać, nie stój gdy możesz siedzieć, nie siedź gdy możesz leżeć. Warto tak odpoczywać, jak domaga się tego organizm. Trzeba pamiętać, że adekwatny odpoczynek do stopnia zużycia organizmu jest podstawą regeneracji całego człowieka.
|---------------------------
Wakacyjne ramotki (2)
środa, 13 lipca 2011
Wydaje się, że chamstwo zadomowiło się już na stałe w naszej ojczyźnie. Cóż, miał chyba rację Maciej Rybiński, kiedy pisał, że być chamem to w dzisiejszych czasach wielki dar niebios. Furtka do kariery. Droga do popularności. Chamstwo w dyskusji jest uważane za talent do prowadzenia sporów i ważny argument rzeczowy. Chamstwo wobec ludzi – za dowód zdolności przywódczych, za przejaw silnej ręki, do której tak wielu chamów mniejszego kalibru wciąż tęskni, bo usprawiedliwia to ich własne, detaliczne i drobne chamstwo (…). Wyniesienie chamstwa do rangi cnoty, wyróżnika dla osobników pozbawionych przez okrutny los szans na awans kulturalny i cywilizacyjny, rzewna akceptacja nie tylko nieuświadomionego, ale także świadomego braku ogłady, pobłażanie dla brutalności prowadzi do tego, że przestajemy dostrzegać wiele patologii otaczającego nas świata jako przejaw chamstwa (Wprost 13/2008).
Wakacje są szczególnym czasem, w którym puszczają pewne hamulce, a życie na luzie sprawia, że chamstwo staje się codziennym doświadczeniem wypoczywających. Myślę, że każdy z nas doświadczył lub doświadczy zachowań pozostawiających wiele do życzenia. W moim przekonaniu najczęściej spotykanymi chamskimi postawami wakacyjnymi są:
1. Nagminne przeklinanie i wulgarne odzywki na forum publicznym, co wywołuje niesmak.
2. Niewybredne seksistowskie komentarze wobec osób przebywających na plaży czy miejscach wspólnego wypoczynku.
3. Niechęć do ustąpienia miejsca w kolejce, na drodze czy w restauracji.
4. Nieuprzejme zachowania wobec innych przy okazji wspólnego wypoczywania.
5. Przepychanki słowne w wakacyjnych dyskusjach na wiele tematów (w tym politycznych).
6. Szarpaniny i bijatyki po mocno zakrapianych imprezach.
7. Brak ciszy nocnej dokuczających wielu odpoczywającym.
8. Śmiecenie w miejscach publicznych, a także dyskretnie tam, gdzie nikt nie widzi.
9. Plucie i charkanie w obecności innych.
10. Pozostawianie brudnych, pełnych śmieci nieraz zdewastowanych mieszkań wakacyjnego odpoczynku.
Myślę, że wystarczy tej wyliczanki. Zastanawiam się tylko nad jednym: czy są jakieś granice tego chamstwa? Czy jest to już jakiś rodzaj barbaryzacji (od barbarzyństwa) naszych obyczajów? Nie ukrywam, że jest to coraz bardziej niepokojące i drażniące zjawisko.
|---------------------------
Wakacyjne ramotki (3)
środa, 20 lipca 2011
Zagraniczne wojaże Polaków są obecnie niezwykle popularne. Rozjeździliśmy się po całym świecie i trzeba przyznać, że istnieje mało miejsc, gdzie można nie spotkać Polaków. Niestety, opinię mamy bardzo różne. Raz po raz dochodzą do nas wieści, że jesteśmy zagranicą szykanowani i posądzani o różne niecne sprawy. Jeżdżąc od wielu lat po za granicę naszego kraju i widząc nasze zachowania z przykrością mogę stwierdzić, że nieraz naprawdę ręce opadają. Wydaje mi się, że jest kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.
Pierwszym powodem jest polska wada narodowa, jaką jest narzekanie. Narzekający turysta lub pracownik to zmora dla innych. Postawa defetystyczna niesie ze sobą wiele przykrych skutków. Można więc spotkać Polaków – turystów niezadowolonych, ciągle mających do wszystkich pretensje. W konsekwencji jawi się taki Polak jako człowiek „szukający dziury w całym”. Z tego typu ludźmi trudno współpracować i dlatego ich się omija.
Drugi powód, dla których nie jesteśmy lubiani to brak umiaru. Jest to widoczne szczególnie w dziedzinie spożycia alkoholu, czy w ogóle w kwestii imprezowania. Szczególnie w czasie wakacji roztropności w tej kwestii nie ma. Dotyczy to także na stałe czy dorywczo pracujących Polaków zagranicą. W umysłach wielu zagranicznych pracodawców funkcjonuje mit, że Polak to pracowity fachowiec, który po pracy przepija część zarobionych pieniędzy.
Trzeci czynnik kreujący złą renomę naszych rodaków zagranicą jest wygórowane poczucie godności. Nieraz Polak potrafi pokazać swoją dominację i wyższość nad innymi nacjami, jednocześnie mając jakiś dziwny kompleks wobec tzw. ameryki. Statystyczny rodak ma świadomość szczególnej misji narodu polskiego i próbuje do tej prawdy przekonać innych. Kończy się to często nacjonalnymi incydentami w czasie wakacji.
I jest jeszcze jeden element składający się na niechęć do Polaków zagranicą. Jest to nagminne łamanie przepisów. Tam, gdzie się tylko da, lub nikt nie widzi robimy dokładnie odwrotnie jak każą przepisy. Zatem, jeździmy za szybko, wchodzimy „pod prąd” do kolejki, świetnie i skutecznie się rozpychamy. W konsekwencji zupełnie innego znaczenia nabiera stwierdzenie, że „Polak potrafi”.
Biorąc pod uwagę powyższe, warto przytoczyć pewien charakterystyczny tekst wspomnień z pobytu w Londynie (adamwlondynie.cba.pl): Wczoraj miałem wątpliwą przyjemność podróżowania autobusem w towarzystwie młodego polactwa. Trzech chłopaków w wieku (na oko) 19 – 24 lata głośno dyskutowało w języku słowiańskim znad Wisły o swoich londyńskich przeżyciach. Rozmowa, która w przeważającej części składała się z wyrażeń typu „k…”, “ch...” lub “spier…” (+wariacje) swój punkt kulminacyjny osiągnęła w momencie dostrzeżenia przez nich stojącego na sygnale wozu strażackiego. Dialog wyglądał mniej więcej tak: - Patrz, coś się stało. - A, no k…, straż pożarna. - Ale się nie pali k…, pewnie k…, się ktoś zatrzasnął, i k…, przyjechali żeby otworzyć. Pamiętasz jak do nas kiedyś, k…, przyjechali, hue hue hue ? - Ale gdzie, k…, kiedy? (zapytał jeden najwidoczniej nie znający tematu) - No, w bloku, k…. Jechaliśmy, k… windą, to tak przypier…. z kopa w drzwi, że zahaczyły o jakiś k… wystający kabel i się, k…, zablokowały, hue hue hue. No i przyjechała, k…, straż i nas, k…, wyciągnęli. Dwa przystanki po tym pokazie buractwa, chamstwa i prostactwa polactwo opuściło pojazd. Czy ktoś jeszcze dziwi się, że Polacy są przez takie zachowanie traktowani jak ostatnie dno społeczne w Londynie?
|---------------------------
Wakacyjne ramotki (4)
środa, 27 lipca 2011
Dziś kilka słów na temat wakacyjnych dylematów, które niosą ze sobą nieraz wiele kłopotów. Wydaje mi się, że pierwszy dylemat jest związany z miejscem, do którego chce się wyjechać. Nie zawsze jesteśmy zdecydowani. Nieraz znajomi podpowiadają jakieś miejsce; zdarza się jednak, że zniechęcają i odradzają. Powstaje więc pytanie: jechać czy nie jechać?
Drugi dylemat związany jest z pieniędzmi. Wiadomo, że każdy z nas ma określone możliwości związane z finansami. Jednak istnieje pokusa albo zbytniego oszczędzania, albo nieroztropnego szastania pieniędzmi. Powstaje więc pytanie: szaleć czy oszczędzać?
Trzeci dylemat związany jest z towarzystwem wakacyjnym. Oczywiście, większość pojedzie z rodziną. Ale z drugiej strony, istnieje pokusa, aby zabrać się w większej grupie, np. ze znajomymi. Powstaje więc pytanie: wyjechać w większej czy mniejszej grupie, a może samemu?
Czwarty dylemat może być związany ze sposobem spędzania wolnego czasu. To jest w ogóle problem filozofii odpoczynku: jak odpoczywać, aby wypocząć? Drobiazgi typu: spać do oporu? (choć tak piękna pogoda); jeść dużo? (a przecież mam się odchudzać); ile można wypić? (wreszcie można poszaleć) – mogą rzeczywiście nieść ze sobą poważne problemy. Przecież w większości przypadków spędzamy wakacje z kimś. Ten ktoś ma też swoje potrzeby, pragnienia i oczekiwania.
Piąty dylemat jest związany z własnym podejściem do innych, spotkanych na wakacjach. Chodzi więc o pytanie: nawiązywać kontakty, które po wakacjach będą trwały czy też nie? Wbrew pozorom może to być problem, bowiem tzw. wakacyjne znajomości są nieraz zaburzające w przyszłości spokój.
Nie mam zamiaru ustosunkowywać się do tych dylematów. Chyba najlepszym komentarzem będą słowa A. Fredry:
Osiołkowi w żłoby dano,
W jeden owies, w drugi siano.
Uchem strzyże, głową kręci
I to pachnie, i to nęci.
Od którego teraz zacznie,
Aby sobie podjeść smacznie?
Trudny wybór, trudna zgoda
Chwyci siano, owsa szkoda,
Chwyci owies, żal mu siana.
I tak stoi aż do rana,
A od rana do wieczora;
Aż nareszcie przyszła pora,
Że oślina pośród jadła
Z głodu padła.
