
Kierownictwo duchowe (1)
Istota
Jak pisze, o. Andrzej Ruszała, karmelita Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele przypomina, że „podobało się Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył” (KK 9). W tej perspektywie trzeba też patrzeć na kierownictwo duchowe jako na jeden z przejawów tej wzajemnej współzależności w drodze ku zbawieniu i troski Kościoła o świętość człowieka, o pełnię życia z Bogiem oraz o wierność w pełnieniu Jego woli zgodnie z osobistym powołaniem każdego. W tym wypadku troska Kościoła przejawia się poprzez posługę kierownika duchowego, który staje na naszej drodze jako pomoc w codziennej wierności Bogu i wzrastaniu ku świętości.
Przedmiotem bezpośrednim kierownictwa duchowego jest samo życie duchowe, dalszym - wszystko, co na to życie duchowe wpływa. Kierownictwo duchowe powinno być dostosowane do konkretnych oczekiwań i potrzeb duchowych osoby prowadzonej. Stąd dobry kierownik duchowy powinien mieć dobre wyczucie sytuacji duchowej i emocjonalnej przychodzącego po pomoc człowieka.
A oto świadectwo sprzed kilku lat dotyczące kierownictwa duchowego: Kiedyś usłyszałam mądre zdanie, które głęboko zapadło mi w pamięci: „kiedy uczeń jest gotów - pojawia się mistrz”. Wydaje mi się, że podobnie było i w moim przypadku. Swoją przygodę z kierownictwem duchowym rozpoczęłam około 7 lat temu. Przez pierwsze pięć lat miałam pięciu różnych spowiedników-kierowników duchowych. Te częste zmiany wynikały z faktu, że trafiałam na kapłanów, którzy zmieniali placówkę i wyjeżdżali gdzieś dalej. Mogę powiedzieć, że dopiero od dwóch lat „mam” spowiednika i kierownika duchowego w jednej osobie. Przez pięć lat Bóg przygotowywał mnie do kierownictwa. Poprzez tę różnorodność kapłanów zobaczyłam różne „style” kierowania: popychanie do przodu, przynaglanie, naciskanie oraz stawanie całkowicie z boku, odsuwanie się od osoby kierowanej. Dzięki temu nauczyłam się od siebie wymagać, widząc, że mój wzrost zależy od pracy jaką wkładam w moje życie duchowe, od współpracy z Duchem świętym w moim tempie. Nauczyłam się też nie przywiązywać do osoby kierownika duchowego, nie angażować uczuciowo. Trudno to pogodzić z postawą otwartości, ufności i szczerości, ale jest możliwe. Uczę się tego wciąż na nowo, za każdym razem i pilnuję siebie, by nie podejść za blisko. Długo szukałam i prosiłam Boga o dobrego kierownika duchowego, kogoś od Niego dla mnie. Szukałam, bo gdzieś w głębi mnie istniała potrzeba kierownictwa duchowego z prawdziwego zdarzenia (na dłużej niż tylko pół roku), chęć wzrostu i rozumienia siebie, tego co się we mnie i ze mną dzieje. Teraz każdego dnia dziękuję Bogu za kapłana, którego mi dał, a który stał się towarzyszem na mojej drodze do Boga i z Bogiem. Kierownictwo traktuję jak chodzenie po górach z przewodnikiem, który już wiele razy w różnej pogodzie przemierzał te szlaki, którymi ja mam iść teraz. Kierownictwo duchowe jest czymś pięknym, ale by takim było wymaga wysiłku, myślę, że z obu stron. To droga pełna bólu, zmiany postaw, nawyków przyzwyczajeń, odpowiedzialne traktowanie relacji z Bogiem. Jednak nie jestem tu sama, jest Duch święty i o. Pio, którego obrałam sobie jako patrona i opiekuna mojego kierownictwa. (www.katolik.pl).
