
Sukcesy dziecka
We współczesnej rzeczywistości sukces staje się miarą człowieka. Do znaczących czynników środowiskowych wpływających na sukcesy dziecka należy najbliższe jego otoczenie dziecka, a więc rodzice. Jak pisze M. Ziemska, rodzice powinni szanować dziecko, przyjmując je takim jakim jest; widząc je obiektywnie i nie zniekształcając jego obrazu swoimi pragnieniami i lękami. Pożądane reakcje rodziców wobec dziecka oznaczają obdarzanie go swoim zainteresowaniem i zrozumieniem.
Trudno nie zgodzić się z D. Uliasz, która twierdzi, iż poczucie sukcesu to nie tylko szansa na sprawny rozwój dziecka, ale też kwestia daleko szersza. Sukces przekłada się na to, jak dziecko funkcjonuje w swoim otoczeniu i jak będzie funkcjonowało później w wieku dorosłym. Psychologowie mówią, że poczucie sukcesu, czyli sytuacje w których dziecko może pochwalić się tym, że udało mu się coś osiągnąć, przekłada się na bardzo ważna kwestię w całym naszym życiu – na poczucie własnej wartości.
Pewnie też i dlatego rodzice powinni nauczyć się właściwych reakcji na sukcesy własnych dzieci. Jak one powinny wyglądać? Dzieci najbardziej potrzebują akceptacji, bezpieczeństwa, przyjaźni i aktywności. Aby osiągnęły sukces rodzice muszą im w tym pomóc. Najważniejszą sprawą jest więc codzienna wspólna rozmowa z dzieckiem.
Radość rodziców, nawet z najmniejszych sukcesów jest bardzo ważna taktyką wychowawczą. Trzeba więc interesować się osiągnięciami dziecka na wszystkich płaszczyznach: szkolnej, towarzyskiej, osobistej. Tego typu rozmowy są świetną motywacją dziecka dla odnoszenia następnych sukcesów.
Wspomniana D. Uliasz przytacza piękny przykład matki cieszącej się i wspierającej własną córkę w osiąganiu sukcesu. Otóż niespełna 3-letnia Ania układała puzzle. Mama pokazała jej rozsypaną układankę i krótko wyjaśniła zasady (okazało się, że dziewczynka po raz pierwszy układa puzzle). Ania zabrała się do pracy. Jej mama patrzyła jak mała sobie radzi i czasami udzielała podpowiedzi (np. „zacznij może od króliczka” albo „a teraz ułóż Kubusia Puchatka”). Od czasu od czasu kibicowała też dziecku, mówiąc: „no świetnie, już masz ułożonego króliczka”, „brawo, udało Ci się połączyć te części” itd. Przez cały ten czas Ania krok po kroku układała puzzle, a gdy skończyła krzyknęła: „mamo, udało mi się”, a na jej buzi pojawił się uśmiech.
