
Światowy dzień walki z rakiem
środa, 01 lutego 2012
4 lutego obchodzony jest światowy dzień walki z rakiem. Trudno pisze się na te tematy, bowiem jest to wkroczenie na niezwykle intymne tereny. Wiadomość o tym, że jest się chorym na raka, jest jak wyrok. To co się dzieje z człowiekiem nie da się opisać, bowiem są to niezwykle indywidualne przeżycia. Myślę jednak, że można odpowiedzieć na pytanie, jak się zachowywać wobec człowieka, który choruje na raka (szczególnie wtedy, kiedy wiadomo, że jest on złośliwy)?
Nie czuję się w tym temacie ekspertem, bowiem trudno nim być. Wydaje mi się jednak, iż podstawowym elementem omawianego zachowania jest obecność. Chodzi więc o umiejętność bycia, w którym nie ma miejsca na sztuczność. Jest to raczej autentyczne stawanie przy chorym, pomoc, ale bez przesadnego współczucia. Oto jak na ten temat wypowiadają się internauci:
• Obecność drugiej osoby przynosi umierającemu ulgę w cierpieniu, nie tym fizycznym lecz psychicznym. Dzięki obecności kogoś bliskiego, chory czuje że jego życie miało sens, że jest kochany czuje się spełniony i wie że odchodzi w spokoju, bo czym byłoby nasze życie gdybyśmy nie zaznali miłości.
• Wielką rolę w cierpieniu człowieka nieuleczalnie chorego - odgrywa ten drugi człowiek, rozumiejący i współczujący. I właśnie ta postawa, współczująca wobec osoby cierpiącej, jest niezwykle ważna. Współczucie staje się źródłem twórczej aktywności, sprzymierza się w walce z bólem i cierpieniem. Stanowi rodzaj moralnej odpowiedzialności za drugiego człowieka, gdy towarzyszy w jego cierpieniu. Osobę nieuleczalnie chorą podnosi na duchu obecność tej drugiej osoby. Chory wie, że komuś zależy na nim i nie jest sam.
• Człowiek, który jest śmiertelnie chory, nabiera wtedy pewności, że istnieje na świecie osoba dla której jest ważny. Przekonuje się, że nie jest samotny, że ktoś chce przy nim być. Może nie uleczy to jego schorowanego organizmu, ale sama myśl o tym, że jest dla kogoś znaczącym istnieniem, podnosi go na duchu, uszczęśliwia i co najważniejsze - dodaje odwagi i zrozumienia ułatwiające przejście na tzw. drugą stronę. Kiedy człowiek wie, że lada dzień może umrzeć, że można mu pomóc tylko w niewielkim stopniu, oczekuje, że ktoś będzie czekać razem z nim. Chory chce czuć obecność innej osoby, chce wiedzieć, że może jej opowiedzieć o swoich odczuciach związanych z sytuacją, w jakiej się znajduje, oraz pragnie mieć pewność, że śmierć nie przyjdzie do niego, jako osoby samotnej i opuszczonej, tylko do takiej, która do ostatnich chwil czuła się ważna, szczęśliwa i potrzebna innym.
• Moim zdaniem obecność ta może zmniejszyć uczucie lęku, przezwycięża samotność i człowiek taki nie czuje się opuszczony w swojej chorobie. Gdy umierający ma kogoś przy sobie, kto go pociesza, mówi „wszystko będzie dobrze”, uspokaja się, robi mu się wtedy cieplej na sercu. Nie jest również samotny i wie, że ma na kogo liczyć. Wsparcie w tak trudnym okresie jest dla śmiertelnie chorego naprawdę bardzo ważne. To ono daje mu siłę na walkę z chorobą. Samotny człowiek, bez wsparcia szybciej się poddaje, umiera w strachu oraz głębokim smutku.
• Osoba chora w ostatnich chwilach życia, nie jest sama. Odchodzi w poczuciu tego, że była kochana. Osoba która by była sama, odeszła by w samotności. Niektóre osoby po prostu potrzebują towarzystwa lub samotności. Osoba która czuwa przy chorym wspiera go.
A na koniec fragment wywiadu z ojcem dr Filipem Buczyńskim, teologiem, psychoterapeutą oraz założycielem i dyrektorem Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia: „Jan Paweł II napisał w jednym z dokumentów, że opieka nad chorym to „pełna miłości obecność”. To wyrażenie może oznaczać kompetencje i umiejętności medyczne, innym razem - wsparcie emocjonalne, opiekę duchową bądź duszpasterską czy posługę sakramentalną. Przez „pełną miłości obecność” mówię choremu: jesteś dla mnie ważny, jestem przy tobie i do twojej dyspozycji. Nie nakazuję, jak ma żyć, bo sam wie to najlepiej, ale zapewniam o swojej obecności. Taka postawa wobec pacjenta to skarb i największy prezent, jaki możemy ofiarować. Dzięki nam nie powinien czuć się osamotniony. Musimy mieć świadomość, że on cierpi, że podejmuje różne decyzje. Ale obok siebie powinien mieć lustro społeczne, przed którym może wyrzucić swoje lęki i obawy, ujawnić tajemnice, które dotyczą np. obrazu Boga i znaczenia, jakie nadaje chorobie. Niektórzy pacjenci mając obraz Boga sprawiedliwego, który karze za zło, uważają, że choroba jest karą za grzechy. Zachęcam wtedy do przeczytania Encykliki Dives in misericordia albo adhortacji Salvifici Doloris Jana Pawła II, które mówią o znaczeniu cierpienia. Papież bardzo często podkreślał, że nie jest ono karą od Boga”. („Echo Katolickie”)
